
- Zależy mi na ich obecności w biurze i na tym, by ich bezwartościowe życia były jeszcze bardziej żałosne - mówi o swoich pracownikach pan Mirosław, prezes dużej firmy na Mazowszu. Pan Mirosław ogłosił w mailu, że zaprasza wszystkich pracowników zdalnych z powrotem do siedziby.
REKLAMA
Tylko pozornie zmuszanie ludzi do pracy w biurach nie ma żadnego uzasadnienia. Pan Mirosław przypomina bowiem, że ma psychiczny komfort swoich pracowników za nic i mimo ich próśb zarządził bezwarunkowy powrót do pracy stacjonarnej.
- Lubię spacerować po biurze i patrzeć, jak te ludzkie śmieci cierpią - tłumaczy pan Mirosław.
Prezes uprzykrzył tym samym życie m.in. 28-letniego Mateusza, który dzięki pracy zdalnej miał komfort pracy z własnego przytulnego mieszkania, z dala od głośnego 40-osobowego openspejsa w biurze.
Mateuszowi pracowało się lepiej, bo nie tracił czasu na small talki i nie musiał tłumić odgłosów z kuchni stoperami do uszu. Wreszcie jadł regularne posiłki. Żaden znajomy nie przerywał mu pracy opowieścią o swoim weekendzie. Mateusz czuł się lepiej fizycznie i psychicznie. Przez ostatnie 1,5 roku nie marnował np. dwóch godzin życia na dojazdy do pracy, dzięki czemu mógł spędzać więcej czasu ze swoją 2-letnią córeczką Jadzią.
- To przykre, że się rozmnożył - ocenia szef Mateusza. - Liczne badania wskazują jednak, że aż 40 proc. szefów podczas pracy zdalnej nienawidzi swoich pracowników mniej efektywnie. W domu jest łatwiej ukryć swój płacz, a to nie to samo, gdy nie widzę ich łez i nie słyszę szlochania z łazienki.
Pan Mateusz zapewnia, że powrót do biur to nie jedyna forma okazywania nienawiści wobec swoich pracowników.
Bo będzie im nadal dawał umowy o dzieło
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
