
Sieć Dino przykładnie ukarała pracownicę jednego ze swoich sklepów. Nie dała się sentymentom i zwolniła kobietę po 11 latach pracy, bo ta nie wyrzuciła opakowania niesprzedanych truskawek.
REKLAMA
Do sytuacji doszło w markecie w Krzemieniewie. Jedna z pracownic popełniła przestępstwo, gdy zamiast wyrzucić plastikowe opakowanie podwiędniętych truskawek, otworzyła je, umyła owoce i postawiła w pokoju socjalnym, częstując koleżanki.
Wszyscy znamy następstwa sięgania po zakazany owoc przez kobietę, która wodzi na pokuszenie innych. Dlatego szefostwo sklepu zareagowało z całą powagą sytuacji i wypędziło kobietę i jej koleżankę ze zmiany ze spożywczego raju, nieczułe na tłumaczenia, że "szkoda było wyrzucać".
Szczęście w nieszczęściu, Dino-sąd orzekł, że truskawki nie zostały skradzione. W takim bowiem przypadku kara byłaby surowsza i oprócz banicji obejmowała również obcięcie ręki.
To jest ASZdziennik, ale tylko ostatni akapit został zmyślony. Poprosiliśmy firmę Dino o komentarz w tej sprawie, ale nie dostaliśmy odpowiedzi.
