
Zamiast maseczek wystarczy czujność i odrobina refleksu. O kolejnym sukcesie Polski w walce z pandemią COVID-19 poinformowało Ministerstwo Zdrowia. Polscy naukowcy jako pierwsi na świecie przyczepili dzwoneczek do wirusa SARS-CoV-2. Będzie łatwiej go uniknąć, bo zawsze będzie wiadomo, że się zbliża.
REKLAMA
- Obróżkę udało się założyć już w sierpniu, ale dopiero teraz operacja przyczepienia dzwoneczka zakończyła się powodzeniem - poinformował minister zdrowia Adam Niedzielski.
Naukowcy skarżyli się, że SARS-CoV-2 strasznie się wiercił i nie dał sobie założyć dzwoneczka, choć wirusolodzy próbowali przekupić go otwarciem szkół. Pomogła dopiero prowokacja Mateusza Morawieckiego, który przez długie miesiące podpuszczał wirusa szkalując go słowami, że się skończył i jest w odwrocie.
Nieoficjalnie wiadomo, że brak postępu w pracach nad instalacją dzwoneczka był przyczyną rezygnacji Łukasza Szumowskiego z funkcji szefa resortu zdrowia. Jak widać, opłacało się jednak poczekać.
Dzwoneczek wygląda jak urocza ozdoba, lecz tak naprawdę to zaawansowany system alarmowy.
- Od dziś każda potencjalna ofiara dowie się z wyprzedzeniem, że koronawirus jest w pobliżu i może lada chwila przystąpić do ataku - tłumaczy Niedzielski. - Wystarczy unikać miejsc, gdzie hałas generowany przez dzwonki przekracza 50 decybeli.
Oznacza to, że od dziś bez obaw można wyjść bez maseczki na miasto, do teatru, kina, na koncert, a także do zatłoczonego biura.
Naukowcy otwarcie przyznają, że dzwoneczek będzie dla wirusa okrutną męczarnią i - być może - zniechęci go do rozprzestrzeniania się po całym świecie. Problemem mogą być jedynie plandemicy związani ze STOP NOP i Konfederacją.
Kupili już 100 tys. stoperów do uszu i rozpoczynają akcję "Zaktaj uszy, włącz myślenie".
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
