
- To wygląda jak krzyżówka węża ze szczurem - wzdryga się pan Kazimierz Ratajczak, hodowca norek na futra z Małopolski. Pan Kazimierz od lat próbuje walczyć o swój wizerunek. Wszyscy mają go za jakiegoś bezdusznego przedsiębiorcę, który zarabia na futrach. A on o prostu nie lubi norek i chce uwolnić od nich swoją fermę, jedna po drugiej.
REKLAMA
Zdaniem pana Kazimierza, norki są obrzydliwe. Niestety, zbyt szybko się rozmnażają, a po jednym miocie przybywa mu nawet siedem tych obleśnych stworów.
- Fuj - mówi nam hodowca. - Ciarki mnie przechodzą za każdym razem, jak muszę dotknąć ich śliskiego, kosmatego futra przed oprawieniem.
Pan Kazimierz mógłby długo wymieniać powody, dla których uważa norki za błędne ogniwo w ewolucji. Obrzydliwe małe odnóża, wścibskie noski, ohydne ogony. Najgorsze są jednak te ich wątłe wężowate ciałka: nie wiadomo nawet, gdzie kończy się główka, a gdzie zaczyna reszta ciała.
Hodowca podkreśla ponadto, że norki mają wyjątkowo paskudne charaktery. Na wolności potrafią pożreć nawet małego ptaszka, a w klatkach zjadają siebie nawzajem.
Dlatego, zdaniem pana Kazimierza, norki zasługują na śmierć.
- Za każdym razem przed odkręceniem gazu patrzę im głęboko w oczy i widzę tylko czyste zło - zdradza nam hodowca. - Gdyby tylko mogły, rzuciłyby mi się do gardła i zeżarły mnie od środka - twierdzi.
Norki to zresztą nie jedyny koszmar pana Kazimierza.
Nie lubi też królików, tchórzofretek, lisów, gronostajów, piżmaków, fok, soboli i w ogóle zwierząt jako takich.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
