Fot. 123rf.com

Właściciele solariów zacierają ręce, bo takiego ruchu w biznesie jeszcze nie było. Obroty w gabinetach wzrosły o 78% proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wszystko dzięki fanom festiwali, którzy chcą choć przez chwilę poczuć się jak po normalnym letnim sezonie.

REKLAMA
- Wiem, że to szkodliwe dla zdrowia, ale teraz czuję się prawie jakbym widziała i Taylor Swift, i Maca deMarco - mówi nam 23-letnia Patrycja, która postanowiła opalić się tak samo, jak w latach 2015 - 2019.
Wszystko dzięki nowej usłudze, jaką solaria wprowadziły specjalnie z myślą o fanach letnich festiwali. Można już opalić sobie prawie całe ciało za wyjątkiem wąskiego paska na nadgarstku. Żeby znowu wyglądać normalnie.

- Każdy znajdzie pakiet dla siebie - zachwala nam pani Grażyna, właścicielka solarium na warszawskim Mokotowie. - Wersja "Light" obejmuje weekendową opaleniznę po 2-dniowej opasce z Open'era, a pakiet "Gold" daje biały jak śnieg 3-centymetrowy pasek na nadgarstku po Open'erze, Orange'u, OFF-ie, Tauronie, Halfway'u i Audioriverze.
Dużą popularnością cieszy się też pakiet VIP Gold. Specjalnie wzmocnione lampy dają opaleniznę twarzy, jaką w normalnym sezonie mogli pochwalić się tylko festiwalowicze, którzy zabalowali i pół dnia przeleżeli przy namiocie w pełnym słońcu zamiast iść na koncerty.
Właściciele solariów polubili się z festiwalowiczami i część zysków postanowili zainwestować w liczne udogodnienia.
- Zamknęliśmy normalną łazienkę i ustawiliśmy toi-toia przed wejściem, a także zrezygnowaliśmy z normalnych zapisów - tłumaczy nam pani Beata. - Wystarczy w ostatniej chwili dopchać się do wejścia i zająć najlepsze miejsca przy samych lampach.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.