Rozczarowanie 30-latka. Randka z Tindera mu nie wyszła, a pokazał dopiero jeden tatuaż ze swastyką

Fot. 123rf.com
Niektórzy nie mają szczęścia w miłości. Pawłowi kolejna raz nie wyszła randka z Tindera, mimo że szła tak dobrze, dopóki nie pokazał swojego tatuażu ze swastyką.

Aneta, 32, mniej niż 1 kilometr stąd, budziła duże nadzieje. Była szczupłą, ładną blondynką z włosami do ramion, niższą od Pawła o głowę. Dobrze im się rozmawiało przez aplikację, oboje interesowali się historią i lubili tatuaże. Żadnego nie interesowały one night standy, szukali poważnej relacji.

Spotkali się w przytulnej kawiarni. Rozmowa się kleiła, słuchali się z zainteresowaniem, co jakiś czas wybuchając śmiechem. W końcu zeszło na tatuaże.

- Delfina sobie zrobiłam na osiemnaste urodziny, tutaj mam jeszcze ośmiornicę i kotwicę - powiedziała Aneta, pokazując wnętrze ramienia.

– A ja mam taki – powiedział Paweł, podwijając rękaw i pokazując wielką swastykę.

– To... hinduski symbol szczęścia?

– Nie, to Hakenkreuz. Nazistowski symbol nazimu. Aneta..? Aneta! – krzyknął za wychodzącą z kawiarni dziewczyną.

To nie był pierwszy raz, w ciągu ostatniego miesiąca odbyły się jeszcze dwie podobne sceny. Wielokrotne doświadczanie odrzucenia naprawdę obniżało poczucie własnej wartości Pawła. Miał poczucie niesprawiedliwości. Nie rozumiał, dlaczego kobiety oceniały go już na pierwszym spotkaniu tylko dlatego, że na jego ciele utrwalony był symbol opartej na biologicznym rasizmie zbrodniczej ideologii sprawowania totalitarnej władzy, odpowiedzialnej za śmierć milionów ludzi.

Przecież Paweł nie był taki zły. Kiedyś na pewno pozna jakąś dziewczynę, której nie przestraszy swastyka na ramieniu. Ani wielki portret Adolfa Hitlera na plecach.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...