7 statusów na Fejsa, którymi przestraszysz znajomych bardziej niż legendą o łowcach nerek

Fot. 123rf.com
Polska, rok 2018. W internecie rozchodzi się ostrzeżenie o porwaniach dzieci na nerki, a madki szerują jak... no, jak madki. Ta miejska legenda, której pochodzenie może ustalić już tylko datowanie węglem, trochę się nam już przejadła. Dlatego wymyśliliśmy coś nowego.

Oto 7 gotowych ostrzeżeń na Fejsa, którymi wywołasz panikę wśród znajomych. Można kopiować i wklejać.

1. Dziecko porwane w supermarkecie?

Dziś koleżanka z pracy opowiedziała mi taką historię. Autentyk.

Jej znajomi pojechali całą rodziną do galerii handlowej. Robili w Carrefourze normalne zakupy: bułki, mleko, warzywa, napoje. Nagle zauważyli, że nie ma obok nich dzieci. Ciarki przeszły im po plecach, bo każdy rodzic w sklepie uważnie pilnował swoich rozhisteryzowanych pociech, które ściągały z półek drogie zabawki i terroryzowały ich płaczem. Niezwłocznie naradzili się, co robić. Kupili więc parę gier na PlayStation, karton wina, whisky, ser żółty, oliwki, winogrona, kilka paczek chipsów, czekolad, coś na szybką sałatkę, i zadzwonili do przyjaciół, żeby pomogli im zrobić melanż.

Normalnie szok. Podobno do tej pory stosują antykoncepcję i nadal nie planują mieć dzieci.

2. Tajemnicza zguba w metrze.

Podajcie dalej, to może uratować wam życie!

Mama znajomego z Warszawy znalazła w metrze portfel z dokumentami. Postanowiła go zwrócić i udała się pod adres z dowodu osobistego. Otworzył jej przemiły młody człowiek wyglądający na Araba. Bardzo się wzruszył faktem zwrócenia mu zguby i powiedział jej, żeby w najbliższym czasie nie wychodziła z domu, bo przez rekordowe upały można nie daj Boże zasłabnąć. Kiedy ta chciała go zapytać o szczegóły, ten pokazał jej prognozy z AccuWeather.

Nie wiem ja wy, ale ja już na pewno nie wyjdę z domu!!!

3. Uwaga na trucicieli z klubu!

Nie chodźcie do klubu na Mazowieckiej!!!

Mój kolega umówił się tam wczoraj z poznaną na Tinderze dziewczyną. Napisała mu, że przeprasza, ale trochę się spóźni. Usiadł więc przy barze sam.

Po jakimś czasie obudził się półprzytomny we własnym łóżku, cały w ubraniu, bez portfela i telefonu. Duże prawdopodobieństwo, że braman mu czegoś dosypał.

Przy łóżku znalazł tylko karteczkę w rachunkiem na osiem szotów cytrynówki, sześć czystej, Long Island Ice Tea, pieć piw, cztery lampki wina, trzy duże whisky, Cuba Libre i Margaritę.

I drugą, z napisem: "Wisisz mi za Ubera. PS. Chwilę po 22:00 przyszła jakaś Marta i szukała fana Nicka Cave'a i reportaży Mariusza Szczygła z którym podobno się umówiła. Powiedziałem jej, że to ty śpiewasz właśnie "Miłość w Zakopanem" na karaoke, ale nie chciała zostawić numeru. Barman Tomek."


4. Sprytny maturzysta.

Koleżanka jest polonistką w ogólniaku i opowiedziała mi kiedyś taką historę.

Kilka już wiosen temu w naszym mieście pewien maturzysta na egzaminie dojrzałości z polskiego otrzymał zadanie: "Napisz, czym jest odwaga". Zostawiono mu na to bodajże 5 stron.

Nauczycielka sprawdzająca pracę szukała jego wypracowania na pierwszej stronie, na drugiej, na trzeciej, czwarta też była pusta, natomiast na ostatniej stronie na samym dole maturzysta napisał "TO JEST WŁAŚNIE ODWAGA".

Nawet nie było jej gówniarza żal, że nie zdał i nie poszedł na studia.

5. Dramat pechowca "rażonego prądem".

Teściowa właśnie wróciła z dyżuru w szpitalu. Nie uwierzycie, co się tam działo.

Jakaś kobieta wróciła z pracy i zobaczyła męża, który stoi w kuchni i drży jakby miał atak bolesnych konwulsji. Zobaczyła jakiś drucik wystający z jego ucha, który - jak sądziła - prowadził do gniazdka elektrycznego. Chciała go ratować i chwyciła leżący pod ręką drąg, uderzyła męża w plecy i przypadkiem złamała mu ramię w dwóch miejscach.

Interwencja okazała się potrzebna. Pechowy małżonek miał na słuchawkach polskie reggae.

6. Egzamin na prawo jazdy w Walentynki.

A teraz historia z życia wzięta.

Mój wujek jest egzaminatorem w WORD. Pewien chłopak zdawał egzamin w Walentynki. Miał już wyjeżdżać na miasto. A że po egzaminie spotykał się ze swoją dziewczyną, to nie zapomniał o walentynce dla niej. Ponieważ było mu niewygodnie z kartką w kieszeni, wyciągnął ją i położył na blacie przy szybie.

Wujek wsiadł, spojrzał na kopertę i... schował ją do kieszeni.

Chłopakowi kazał wyjechać z placu i zatrzymać się za rogiem. Na koniec powiedział mu, że sprowadzanie miłości do antypolskich zwyczajów przejętych od lewackiego Zachodu to gotowa recepta na rozkład zdrowego katolickiego związku i dokładanie cegiełek do brukselskiego festiwalu obrzydliwej seks-propagandy.

PS. Ta historia jest prawdziwa, mój wujek naprawdę czyta Karnowskich.

7. Motocyklista traci głowę.

Znajomy znajomego to motomaniak. Rok temu miał poważny wypadek. Udostępnił na Fejsie miejskę legendę o łowcach nerek i oznaczył w poście wszystkie znajome matki. Jakoś się z tego wykaraskał i przeprosił za udostępnianie bzdur.

Wyciągnął z tego jednak nauczkę na przyszłość.

Odtąd, jak tylko otwiera Facebooka, zapina sobie stalową linkę wokół szyi i przywiązuje ją do smartfona. Po to, żeby drugi raz nie narobić sobie takiego obciachu, jak wtedy.

To jest ASZdziennik. Wszystkie zdarzenia są prawdziwe, przytrafiły się znajomym w rodzinie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...