Chwila grozy widza w teatrze.
Chwila grozy widza w teatrze. Fot. 123rf.com

Sekundy mijały jak godziny. Paweł nerwowo wpatrywał się w pustą scenę. Czuł, że to już koniec spektaklu i chciał zacząć bić brawo, ale co jeśli się pomyli?

REKLAMA
Co jeśli zacznie klaskać pierwszy, a światło za chwilę się zapali i aktorzy wrócą kontynuować spektakl? Wezmą go za jakiegoś prostaka, który nie zna się na sztuce. Zrobi z siebie pośmiewisko na oczach dwustu osób. W teatrze konesera od ignoranta oddziela jedynie cienka linia i Paweł bardzo nie chciał się znaleźć po niewłaściwej stronie.
Spektakl mu się podobał. Podobał mu się, bo go zrozumiał. Nie było tarzających się po podłodze i krzyczących gołych ludzi, jak ostatnio. I chociażby za brak tarzających się po podłodze i krzyczących gołych ludzi Paweł chciał nagrodzić spektakl oklaskami.
– Dobra, robię to – pomyślał.
Pot wystąpił mężczyźnie na czoło, kiedy uniósł trzęsące się dłonie. Wziął lekki zamach i...
Klask.
Paweł odruchowo rozejrzał się po sali, potem spojrzał na swoje dłonie.
Klask. Klask.
Dźwięk dochodził z drugiej strony sali. Do samotnych oklasków dołączały kolejne.
Paweł odetchnął z uczuciem olbrzymiej ulgi i sam zaczął bić brawo. W myślach dziękował bohaterowi, który zaczął lawinę braw i zdjął z pozostałych widzów ciężar odpowiedzialności. Uśmiechał się szeroko, a w jego oczach szkliły się łzy. Klaskał coraz mocniej i mocniej, przeżywając prawdziwe katharsis.
W końcu, w chwili uniesienia, Paweł podniósł się z miejsca. Zaczął owację na stojąco, krzycząc w stronę aktorów "Łooooł!".
Rozejrzał się po sali. Oprócz niego nikt nie wstał.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.