Fot. https://www.facebook.com/zawieszonakawaofficial/

Powraca akcja "Zawieszona Kawa". Jeśli nie słyszeliście o niej w 2013 roku, to polega na tym, że w kawiarni możesz zapłacić za filiżankę kawy, którą potem dowolna inna osoba odbierze za darmo.

REKLAMA
Inicjatywa pojawiła się w Polsce 4 lata temu, podziałała trochę i znikła. Teraz została reaktywowana, a autorzy twierdzą, że ma być przeprowadzona lepiej niż ostatnio. Tyle, że znowu reklamują ją wzruszającą historyjką, która "wydarzyła się naprawdę".
Zawieszoną kawę odbiera w niej "mężczyzna w zniszczonym ubraniu wyglądający jak żebrak", a cel akcji jest tu określony jako pomoc osobom, które "nie mogą sobie pozwolić na kupienie gorącego napoju".
Tylko, kurde, bezdomni raczej nie przeczytają na fejsie, że w Starbuniu czeka na nich duże karmelowe macchiato na mleku migdałowym. Zawieszoną kawę prędzej odbierze Szymon z kulturoznawstwa, który poprzedniego wieczoru wywalił cały hajs na Kasztelana w barze "Dziupla" albo Andżelika, która "ojejku, akurat musiała zapomnieć portfela".
No i spoko. Nadal jest to fajna inicjatywa promująca miłe, bezinteresowne gesty. Oby takich więcej.
Ale nie jest realną pomocą dla ubogich, bezdomnych i potrzebujących.
Więc może weź kasę, za którą zawiesiłbyś kilka kaw i przelej ludziom, którzy naprawdę wiedzą, co z nią zrobić?