123rf.com

Kiedy Mateusz W. umówił się ze swoją dziewczyną Agnieszką do kina, nie spodziewał się, że jego wieczór potoczy się w taki sposób.

REKLAMA
Para była umówiona na seans "A Ghost Story" o 19:00. Mateusz miał pojechać autobusem, ale został dłużej w pracy i nie chciał ryzykować spóźnienia. Zamówił więc Ubera.
– Mój "drajwer" miał być na miejscu za 6 minut. Czekałem, obserwując poruszającą się ikonkę samochodu, gdy nagle zauważyłem coś dziwnego – opowiada Mateusz.
Według mapki w aplikacji kierowca zamiast pojechać prosto na wyznaczone miejsce, nagle skręcił w lewo. Potem wycofał i wjechał w ślepą uliczkę. Następnie dwukrotnie okrążył jakiś blok, a potem się zatrzymał. Mateusz obserwował jego wyczyny z coraz większym zainteresowaniem.
Po 25 minutach wydawało się, że kierowcy wreszcie się uda odnaleźć 30-latka, ale minął go i pojechał w przeciwnym kierunku.
– CO ON ROBI?! Wiem, że powinienem do niego zadzwonić albo odwołać, ale po prostu nie mogę przestać patrzeć, co on wyprawia! – mówi zafascynowany.
Po 40 minutach i 3 nieodebranych telefonach od Agnieszki, Mateusz wciąż śledził wyczyny ikonki auta na mapie. Teraz wynikało z niej, że samochód jedzie korytem Wisły. Pod prąd.
– To najpiękniejsze, co widziałem w życiu – mówi Mateusz ze łzami w oczach.
Z OSTATNIEJ CHWILI: Kierowca, 43-letni Wiktor S., po ponad 50 minutach dotarł na oznaczone pinezką miejsce. Mateusza przywitał słowami "głupia aplikacja!".
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.