123rf.com

Do kompromitującej wpadki doszło w Puławach w domu 57-letniej Renaty P. Kobieta "musiała się rozproszyć", bo przez całą wizytę dorosłego syna Michała nie zrobiła ani nie powiedziała niczego, co sprawiło, że poczuł się jak 7-latek.

REKLAMA
– Przez cały dzień czułem, że coś jest nie tak. Czekałem, kiedy tylko będę zmuszony powiedzieć urażonym tonem "maaamooo, mam 34 lata!", ale ten moment nie nastąpił – relacjonuje Michał.
– Jak byłem ostatnim razem, mama dała mi na deser kiwi. Powiedziała, żebym przekroił je na pół i zjadł łyżeczką. Jestem managerem regionalnym w dużej firmie zajmującej się outsourcingiem procesów HR, wiem jak się je kiwi! – opowiada.
– Ale... w jakiś sposób jednak dzisiaj mi tego brakowało... – dodaje szybko.
Mężczyzna czuł się tak dziwnie nie będąc wystawionym na tradycyjną dawkę nadopiekuńczości, że jeszcze przed dotarciem do wynajętego w Warszawie mieszkania zadzwonił do mamy, proponując powtórkę wizyty.
– Wezmę w poniedziałek dzień na żądanie, przyjadę jeszcze raz i zrobimy to jak należy. Spytasz mnie, czy kichnąłem dlatego, że jestem przeziębiony i czy noszę czapkę. Powiesz, żebym zjadł czosnek, i wcześniej położył się spać. Ja się zdenerwuję, podniosę głos, mówiąc, że jestem dorosły, a Ty odpowiesz, że dla Ciebie zawsze będę dzieckiem! – powiedział przez telefon Michał.
– Dobrze, Skarbie. Weź pojemniki, to spakuję Ci krokiety z kapustą i grzybami – odpowiedziała mama.
Michał odetchnął z ulgą. Świat wrócił do normy.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.