
Czasem przeszłość powinna zostać przeszłością. Przekonali się o tym uczestnicy spotkania absolwentów klasy humanistycznej liceum Czackiego.
REKLAMA
– Kasię spotkałem przypadkiem w autobusie. Powiedziała, że koniecznie musimy umówić się całą ekipą na piwo, ja na to: "pewnie, będziemy w kontakcie!". Nie sądziłem, że potraktuje to poważnie – wspomina Krzysiek.
Sześcioro 30-latków spotkało się w pierogarni "Za Piecem". Z początku towarzyszyło im wspomnienie "zgranej paczki" i "fajnej ekipy", ale szybko zorientowali się, że są dla siebie już tylko grupką zupełnie obcych ludzi.
Wtedy zapadła krępująca cisza.
– Ciepło dzisiaj – spróbował rozładować nastrój Andrzej, kiedyś ostry imprezowicz, teraz manager średniego szczebla w biurze rachunkowym i zawodowy nudziarz.
– No, ale od poniedziałku znowu ma padać - chwyciła się brzytwy Natalia, dawniej gotka i artystka, teraz matka trojga dzieci, którą wszyscy ukryli na fejsie za spamowanie ich zdjęciami.
– No, też tak słyszałem... – odparł fajny niegdyś koleś, dziś nacjonalista-ksenofob.
– No... – potwierdziła dziewczyna, której w liceum nikt nie lubił i tak zostało.
Nie pomogły nostalgiczne szarże "a pamiętacie jak... ?" ani klasyk small talku "to co tam teraz u ciebie?". Atmosfera tężała coraz bardziej.
W końcu Krzysiek postawił wszystko na jedną kartę.
– To ten, ja będę się powoli zbierać... – powiedział, niepewnie sięgając po kurtkę.
– Taaak, chyba wszyscy idziemy – odpowiedziało mu kilka głosów. – Późno już – skłamali.
– Będziemy w kontakcie! – rzucił Krzysiek i ruszył z ulgą do wyjścia.
To też było kłamstwo.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
