123rf.com / Netflix

Szymon przygotowywał się do maratonu z nowym sezonem Bojacka Horsemana już od lutego, gdy skończył oglądać poprzedni. Nie spodziewał się, że jego plany zostaną tak okrutnie pokrzyżowane.

REKLAMA
– To miał być mój wymarzony weekend. Tylko ja, łóżko i gorzka opowieść o odrazie do samego siebie i popełnianiu wciąż tych samych błędów – wspomina.
Przygotowania trwały siedem miesięcy, wszystko było dopięte na ostatni guzik.
– Kupiłem piwo, popcorn, naczosy, lody i czekoladę. Dwa dni formowałem kołdrę i poduszki w idealny barłóg. Nawet pojechałem do JYSK po cholerny składany stoliczek śniadaniowy – opowiada Szymon.
– Rzuciłem terapię, odświeżyłem wszystkie traumy z dzieciństwa, zacząłem nadużywać alkoholu. Wszystko, żeby lepiej identyfikować się z depresją głównego bohatera... – mówi łamiącym się głosem.
Pogoda również zdawała się sprzyjać weekendowi w grubych skarpetach i miękkich dresach. Szare niebo, zimny, przeszywający wiatr, nieustannie siąpiący deszcz i ogólnie aura znanego z listopadowych wieczorów syfu. Jednak nagle burzowe chmury zaczęły znikać z horyzontu...
– Jest piękna pogoda, na niedzielę zapowiadają nawet 25 stopni, to pewnie ostatni tak ciepły i słoneczny weekend w roku... Znajomi wydzwaniają do mnie, żeby pójść nad Wisłę albo przejechać się gdzieś na rowerach – mówi zrozpaczony 32-latek.
– Czy ja kogoś zabiłem, że zasługuję na taki koszmar?! – wykrzykuje w stronę błękitnego nieba mężczyzna.
A nienawistnie słońce milczy.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.