Fot. Pixabay / Pxhere

Dzięki badaniom DNA już nigdy nie zaatakuje. Po ponad 20 latach żmudnego śledztwa policjanci z Komendy Głównej Policji w Warszawie zatrzymali 50-letniego Romana W., którego media nazwały "Bakaliową Bestią".

REKLAMA
Groźny psychopata od wielu lat dosypywał rodzynki i suszone owoce do mieszanek studenckich na terenie całego kraju.
– Mężczyzna trafił na obserwację do ośrodka psychiatrii, z powodu ryzyka linczu nie podamy dokładnej lokalizacji - poinformował rzecznik prasowy KGP. – Lekarze zdecydują, czy w chwili popełniania swoich zbrodni był w pełni władz umysłowych.
Przypomnijmy. Był 20 lipca 1995 roku. Grupka dzieci bawiła się na trzepaku w pobliżu sklepu PSS Społem w Białymstoku. Nagle jeden z chłopców spostrzegł na wystawie mieszankę wielu pysznych orzechów. Po zrzutce drobnych dzieci dokonały szokującego odkrycia, a ciszę letniego popołudnia na białostockim osiedlu przerwał krzyk. W paczce były całkowicie wysuszone winogrona.
Nikt nie przypuszczał, że będzie to pierwsze ogniwo w trwającym ponad 20 lat łańcuchu zbrodni.
– Zwyrodnialec bawił się z nami w kotka i myszkę – wspomina z bólem jeden ze śledczych, dziś emerytowany już policjant. – Nie było dnia, żeby na moje biurko nie trafiły raporty o sułtankach odnalezionych wśród orzeszków ziemnych, migdałów i orzechów laskowych.
Najgorzej było na Podlasiu, gdzie swoje piętno odcisnął także na makowcach, sernikach, kruchych ciastkach i drożdżówkach. Sprawa szybko trafiła do mediów, a "Bakaliowa Bestia" na długie lata stała się postrachem Polaków w całym kraju. Krążyły mity, że jest odpowiedzialny także za brukselki, wątróbkę i wprowadzanie składanek "Bravo Hits" na listy najlepiej sprzedających się albumów w kraju.
Wpadł przypadkiem, gdy w jednym z podwarszawskich zakładów cukierniczych usiłował ukryć rodzynki pod warstwą czekolady i sprzedawać jako draże. Chory plan bestii został powstrzymany przez czujnego pracownika, który o jego podejrzanym zachowaniu poinformował przełożonego i policję. Tożsamość mężczyzny potwierdziły badania DNA, a za materiał porównawczy posłużyły ślady pozostawione na pudełku mieszanki studenckiej z 1995 roku.
Choć zbrodniarz został już ujęty, jego dzieło nadal sieje postrach. Wycofywanie ze sklepów skażonych partii mieszanek potrwa nawet do końca roku.
– U ofiar psychopaty pojawił się specyficzny wariant syndromu sztokholmskiego – twierdzi policyjny psycholog z KGP. – Wielu Polaków twierdziło na przesłuchaniach, że polubiło rodzynki, a inni zaczęli traktować je nawet jako normalną przekąskę między posiłkami, jak chipsy czy batoniki z karmelem.
Wszyscy, którzy uważają, że rodzynki są OK, proszeni są o kontakt z najbliższym komisariatem policji.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
Autora znajdziesz na Twitterze: @lukaszjadas