
W życiu każdego studenta zdarzają się pechowe przedmioty, które śnią się po nocach i nieważne jak dużo czasu poświęci się na naukę, każdy egzamin będzie walką o życie. Przegraną.
REKLAMA
- Dramat Andrzeja z Krakowa. Miał już warunek z prawa konstytucyjnego, czuje, że na ponownym egzaminie znowu mu nie poszło - dowiaduje się ASZdziennik.
Jak wynika z naszych informacji, to miał być wielki powrót do czołówki studenta, który wyłączając prawo konstytucyjne, zawsze był stawiany za wzór kolegom i koleżankom z roku.
– Zawsze genialny w referatach, zawsze pierwszy na mszach akademickich, trzeba było widzieć, jak podpisuje pisma procesowe, inni zaczynali, a on już był na trzecim segregatorze – opowiada jeden z wykładowców.
Nad tą świetnie zapowiadającą się karierą od zawsze jednak wisiała czarna chmura prawa konstytucyjnego.
– Problemy miał już na I roku – słyszymy na uczelni. – Wyłożył się na prostym kolokwium o Trybunale Konstytucyjnym, ale się zawziął i nocami wysiadywał pod gabinetem wykładowcy i wysiedział "zalkę". Na drugim roku temat niestety wrócił i wtedy już skończyło się wrześniem i warunkiem.
Który niestety nie poszedł za dobrze. Według naszych źródeł, na egzaminie pojawiło się najpierw pytanie o referendum.
A potem ratunkowe o ułaskawienia osób nieskazanych.
To jest ASZdziennik. Wszelkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
Autor: Rafał Madajczak / @ojciecredaktor
