
O wszystkim przekonała się redakcja Newsweeka. I choć myśl, że prywatne studia podyplomowe nie są najwyższej jakości jakoś szczególnie nie dziwi, to jest jedna rzecz, która sprawia, że wybucha mi głowa: JAK TO MOŻLIWE, ŻE TEN CYRK DZIAŁA TAK DŁUGO?
Ale od początku. Ludzie od dawna zgłaszali, że nawet najprostsze szkolenia w pracy są łatwiejsze niż studia w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu. Do redakcji Newsweeka dochodziły głosy, że od chwili zapisania się na studia do ukończenia semestru mija godzina i siema. Można zaczynać kolejne studia.
Więc postanowili to sprawdzić. I… no cóż. Ze śledztwa wynika, że będąc studentem WSKZ, nie trzeba uczestniczyć w zajęciach – wykłady są nagrane. Czy to oznacza, że wystarczy je odsłuchać w dowolnym momencie? Hihi. Można, ale ponownie – nie trzeba. Można od razu przejść do testów cząstkowych, a potem – do testu końcowego. I oczywiście można próbować do skutku. Albo do znudzenia. Albo do obiadu.
To wszystko brzmi, jakby więcej wysiłku wymagało zdobycie dobrego pączka w Tłusty Czwartek. Tym bardziej że i do jedzenia pączków, i do studiowania na WSKZ niektórzy podchodzą ilościowo. Na grupce internetowej WSKZ studenci chwalą się, że zrobili już dwie, trzy podyplomówki i planują kolejne. Niektórzy łączą je z magisterką.
No tak. Może i przypomina to zbieranie pokemonów, ale przecież na pewno nie jest aż tak źle, prawda? PRAWDA?
To słuchajcie tego. Po zalogowaniu się na konto na studentów czekają vouchery. Jak zauważa testujący uczelnię Newsweek, z okazji walentynek można dostać zniżkę w wysokości 250 zł. Gdy wchodzę na stronę WSKZ, scrolluję i po chwili próbuję zamknąć kartę, atakuje mnie okienko z informacją o „studiach nowej generacji” i to „40% taniej”. Bo nic tak nie rozpala serca jak rabat edukacyjny. Z gorącej pasji do zniżek i nauki można walnąć sobie podyplomówkę z psychologii. Albo z zarządzania zarządzaniem. Czy coś.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
