
Jeśli jesteście ciekawi, czemu tyle ludzi wypowiada się w temacie afery kiełbasianej, to jesteście w dobrym miejscu. Jeśli nie – no cóż, skoro już zebraliśmy się tu i teraz, to równie dobrze mogę wam streścić, o co ta drama i jak wszystko się pokiełbasiło.
Dobra, poddaję się, czasowniki odmięsne są jednak zbyt żenujące.
Oto szybkie podsumowanie najważniejszych wydarzeń w awanturze o wędlinę.
1. Książulo, znany gastroinfluencer, testował trzy zestawy wędlin. Jeden z nich pochodził od Weroniki Boroń, masarskiej influencerki i prezeski, która rozkręciła marketing „Wędlin z Jedliny”.
2. Weronika Boroń (TikTok: „Wędliny z Jedliny”) zasłynęła z filmików, w których, ubrana w czepek, opowiada o szynce, salcesonach i innych mięsach.
3. Książulo uznał, że zestaw wędlin od Weroniki był niezbyt smaczny. Wystawił ocenę 4/10.
4. Weronika nie uwierzyła, że komuś naprawdę mogły nie smakować jej wyroby i zasugerowała, że opinia Książula została opłacona przez konkurencję.
5. Książulo potraktował zarzut jako pomówienie. Podkreślił, że zawsze bazuje na swoim smaku i nie podjąłby się takiej współpracy. A poza tym, gdyby to była reklama, to oznaczyłby materiał jako współpracę, bo inaczej dojechałby go UOKiK.
6. Ksiązulo wyjaśnił, że spodobała mu się wizja marketingu dziewczyny w czepku, ale zrozumiał, że historia „Wędliny z Jedliny” jest nieco inna niż to, co prezentuje Weronika. Wydawać, by się mogło, że to Weronika z rodziną wędzą mięso w małym, rodzinnym zakładzie, ale tak naprawdę ojciec Weroniki ma duże zakłady mięsne.
7. Weronika skasowała filmik, a potem nagrała kolejny, w którym przeprosiła Książula i zapewniła m.in., że lepiej doprawi swoje wędlinki.
8. UOKiK zainteresował się sprawą, ale nie ze strony Książula, a ze strony Weroniki. Okazuje się, że kobieta kreuje się w social mediach jako osoba, która zajmuje się wędzeniem, a tak naprawdę wykonuje to duży podmiot – Zakłady Mięsne Boroń. UOKiK ma zbadać, czy jest to „potencjalne wprowadzenie w błąd w zakresie sprzedawanych produktów".
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
