fot. Canva

W ostatnie święta Georgina oddała rodzinie serce, ale następnego dnia puścili je dalej. W tym roku zatrzyma je dla kogoś specjalnego. Jak już mówiłem: w ostatnie święta oddała im serce, a oni wydali je dalej. W tym roku zatrzyma je dla kogoś specjalnego (kogoś specjalnego).

REKLAMA

To miały być kolejne, zupełnie normalne święta: dużo jedzenia, telewizor odpalony na cały regulator i masa rodzinnych uszczypliwości. – Byłam pewna, że jak zwykle pojadę do domu na święta. To w końcu jedyny taki dzień w roku – mówi nam Georgina Michalska, wyrodna córka. – Złapałam się jednak na tym, że patrząc, przez okno krzyczałam: "Niech pada! Niech pada! Niech pada!". Wtedy zdałam sobie sprawę, że podświadomie marzę, by zasypało drogi. I o białych świętach oczywiście. Okazuje się, że Georgina niespecjalnie dobrze znosi coroczny maraton krytycznych uwag pod swoim adresem oraz jej: włosów, sposobu odżywiania, słabej pracy, nieodpowiedniej partnerki, żenujących przyjaciół, odrzucającego ubrania, dziwacznego siedzenia, stania, zaburzonego spania, całego oddychania, braku pewności siebie oraz chodzenia-na-terapię-bo-przecież-nie-tak-ją-wychowali. – Mój plan na święta? Wygibasy wokół świątecznego drzewka, kakao w dłoni, ironiczne słuchanie "Tego czasu" Verby i dobra książka – uśmiecha się kobieta. – Powinnam być smutna, że nie spędzę świąt z rodziną, ale ostatnio czuję się jak kulig, co z kopyta rwie. Muszę trochę poczilować grzyba. Parafrazując słowa pewnej legendy: dziewczyno, zasługujesz na to wszystko. To jest ASZdziennik, ale to może być prawda.