Fot. 123rf.com, Pawel Murzyn/East News

Kończący się właśnie sezon turystyczny nie był w tym roku szczególnie łaskawy dla górali z Podhala. Niestety, wrogo nastawieni rodacy przestali doceniać wygórowane ceny noclegów, atrakcji i oscypków z Lidla sprzedawanych jako produkt lokalny. Na szczęście wyjątkowość regionu dostrzegli w porę przybysze z Bliskiego Wschodu, m.in. szejk, który nakupił w Zakopanem krówek za 2500 złotych.

REKLAMA

Jak się okazuje, arabscy turyści z nieograniczonym (?) budżetem upodobali sobie rzemieślnicze, ręcznie robione przez prawdziwych Słowian pamiątki takie jak miód czy właśnie krówki.

– Kupują wszystko, co ma napis "handmade" – mówił Interii pan Arek, jeden ze sprzedawców. – Wybierają towary luksusowe, te tandetne raczej omijają. Oszaleli na punkcie naszych miodów. Kupują je całymi kartonami, rachunek na pięćset, sześćset złotych to standard. Wydają dużo pieniędzy, nie targują się, są mili i uprzejmi.

Nie powinno więc dziwić, że jeden z odwiedzających perłę Podhala był tak oczarowany słodkim przysmakiem-kajmakiem, że postanowił kupić ich cztery worki – po jednym dla każdej ze swoich żon – o łącznej wartości 2,5 tysiąca złotych.

Co więcej, wszystko wskazuje na to, że popularność AuTeNTyCzNeGo polskiego folkloru wśród arabskich turystów będzie tylko rosła, bo, jak oni sami przyznają, mają już dość plastikowego przepychu wielkich europejskich miast, a zdjęcie pod wieżą Eiffla nie robi już na nikim wrażenia.

Pozostaje więc życzyć smacznego. I może poważnie rozważyć przekwalifikowanie się na rzemieślnika tradycyjnego cukiernictwa. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy szejkowie odkryją polskie ciasto drożdżowe z rabarbarem i kruszonką.

To jest ASZdziennik, ale to prawda.