
Premier Morawiecki i jego wesoła kompania zabierają się do walki z problemem braku aktywności fizycznej u dzieci i młodzieży. Mają pomysł. Jaki? Taki jak zwykle.
W odpowiedzi na narastający problem braku aktywności fizycznej wśród młodzieży rząd postanowił stworzyć centralną bazę danych o nazwie "Sportowe Talenty". Po co taki spis? Ma on służyć klubom sportowym do łatwiejszego wyszukiwania kandydatów na sportowców. Złośliwi zapytaliby, po co rząd funduje wyszukiwarkę zawodowym klubom, ale na szczęście my wiemy, że na 100% chodzi o zdrowie dzieci. W "Sportowych Talentach" znajdą się takie dane jak: imię i nazwisko dziecka, adres szkoły, PESEL, POZIOM WYSPORTOWANIA czy jego WAGA. Wow. Wszyscy jesteśmy pewni, że lista będzie odpowiednio zabezpieczona i nie ma kompletnie żadnej szansy, że będzie używana przez osoby do tego nieuprawione, prawda? W końcu nigdy wcześniej w Polsce do tego nie doszło. Całą sprawę prześwietliła aktywistka Alina Czyżewska.
Urząd Ochrony Danych Osobowych (PUODO) kwestionuje ten projekt i twierdzi, że może on naruszać unijne rozporządzenie w tej materii. Szok. Rząd oczywiście pominął konsultację projektu z ekspertami ds. praw człowieka i ochrony praw dzieci. Wielu z nich uważa, że ryzyko projektu jest nieproporcjonalne do potencjalnych zysków. Ale kto by tam słuchał tych panikarzy. W obliczu licznych kontrowersji wokół "Sportowych Talentów" różne organy państwowe oraz fundacja Panoptykon zostały wezwane do wnikliwej analizy projektu i jego potencjalnych skutków dla społeczeństwa. Jesteśmy pewni, że rząd zachowa się racjonalnie, odpowiedzialnie i przestanie pracować nad tym idiotycznym pomysłem. Albo nie. To jest ASZdziennik, ale to prawda.
