Fot. 123rf.com, Karol Makurat/REPORTER

Ojej, hihi! Okręgowa Komisja Egzaminacyjna zrobiła małe bubu i prawie zaprzepaściła plany na przyszłość 19-latki!

REKLAMA

7 lipca absolwentka szkoły średniej w Płocku odebrała wyniki matur. Ku swojemu zaskoczeniu dowiedziała się, że choć do tej pory matematyka była jej mocną stroną, a z egzaminu wróciła zadowolona, maturę oblała z wynikiem 28%.

– Od razu po odczytaniu wyników zadzwoniłyśmy do Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej, żeby zapytać, czy ktoś mógł popełnić błąd. Odpowiedzieli, że "istnieje taka możliwość" – powiedziała "Gazecie Wyborczej" mama maturzystki.

Tydzień później – i cztery dni po terminie składania wyników matur na uczelnie – dziewczyna odebrała telefon z OKE. Komisja wzywała ją do stawienia się w Warszawie następnego dnia (we własnym zakresie, na własny koszt).

Na miejscu usłyszała, że rzeczywiście ktoś popełnił błąd przy wpisywaniu jej wyniku, bo w rzeczywistości na egzaminie z matematyki otrzymała wynik... 76%.

– Przez telefon mówili, że ktoś źle wpisał wynik. A w rozmowie na żywo byłam pytana, czy nie oddałam pogniecionej kartki, bo arkusz podobno był pogięty i system źle go sczytał. Ale ja oddałam normalną kartkę.

W Warszawie przekazano dziewczynie nowe świadectwo maturalne z datą wsteczną 7.07.2023. Wyniki matur można było podać w systemie rekrutacji do 10 lipca.

Na szczęście Uniwersytet Łódzki zgodził się, by maturzystka wzięła udział w rekrutacji już po jej zakończeniu, dzięki czemu została przyjęta na jeden z wybranych kierunków: informację w środowisku cyfrowym. Od października będzie mogła normalnie studiować.

Gazeta Wyborcza poprosiła CKE o wyjaśnienie sytuacji.

Ich odpowiedź można podsumować słowami:

"No tak, myśleliśmy, że to skaner, ale to w sumie jednak błąd człowieka, tak się zdarza, hehe!"

Ile osób nie dostało się w tym roku na studia w wyniku takiego ała? Nie wiadomo.

To jest ASZdziennik, ale to prawda.