Fot. 123rf.com

Tragedia na Morzu Śródziemnym. Półwysep Apeniński zapadł się w wyniku ponadprzeciętnego natężenia turystów zamawiających cappuccino po 12.00.

REKLAMA

Włochy co roku zajmują jedno z pierwszych miejsc na liście najpopularniejszych miejsc wakacyjnych na świecie.

Nikt się jednak nie spodziewał, że napływ coraz większej liczby kawowych ignorantów na Półwysep Apeniński doprowadzi do całkowitego zapadnięcia się całego kraju wewnątrz siebie. Jak spekulują eksperci, bezpośrednią przyczyną katastrofy miało być podciśnienie wytworzone przez zaciśnięte z frustracji i złości pięści dziesiątek milionów Włochów.

– Istniały przesłanki mogące sugerować, że Włochy i Włosi dłużej już nie wytrzymają – tłumaczy w rozmowie prof. Janina Janus, italianistka z Uniwersytetu Warszawskiego. – Nikt jednak nie przyjmował tego do wiadomości, ignorując coraz głośniejsze prychnięcia i pomruki niezadowolenia, które można było usłyszeć w ostatnich tygodniach od Mediolanu aż po Catanzaro.

Niestety, niezadowolenie narodu włoskiego sięgnęło zenitu dziś o godzinie 15:38, kiedy turysta z Orlando na Florydzie zamówił w kawiarni "kapuczinoł na pojedynczym ekspresoł z powiększoną pianką i syropem ciasteczkowym". To właśnie wtedy Giovanni Parmigiano z Rzymu zacisnął ostatnią włoską pięść, jednocześnie wypuszczając powietrze z głośnym warknięciem, a półwysep zapadł się w bólu, raz na zawsze uniemożliwiając turystom nie tylko picie włoskiego cappuccino po południu, ale także jedzenie spaghetti łyżką i widelcem oraz proszenie o ananasa na pizzy z szynką parmeńską.

Reszta świata odzyskała wolność. Sycylijczycy pozostali bezpieczni i nadal utrzymują, że nie są Włochami.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.