
Jarosław Jakimowicz, watażka i awanturnik, w końcu się doigrał. Telewizja Polska zakończyła z nim współpracę. Medialny najemnik poczuł się tym oszukany i zdecydował o marszu na Woronicza.
Jak powiedział Einstein: "dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ego Jakimowicza, choć nie jestem pewien co do tego pierwszego". Z tym właśnie hasłem Jarosław Jakimowicz ruszył na Warszawę.
Jakimowicz był do tej pory gwiazdą reklamy katalizatorów oraz Telewizji Polskiej. Większość Polaków znała go jednak z bycia mało przyjemną osobą. Nawet w TVP odkryli, że coś jest na rzeczy.
Dlatego Jarosław Jakimowicz postanowił zawalczyć o swoje. Zdecydował o siłowym przejęciu biur stacji. Zwołał swoich zwolenników i wspólnie ruszyli na Warszawę. Na miejscu zbiórki pojawili się tylko Jakimowicz, jego pies i dwa gołębie. Ex-gwiazdor TVP uznał, że reszta jego popleczników maskuje się tak dobrze, że ich po prostu nie widać. Wydał rozkaz wymarszu. W krótkim czasie niewidzialne kolumny jakimaniaków zajęły siedzibę TVP w Radomiu. Zamiast ruszyć dalej, twarz skupu katalizatorów pokłóciła się z parą gołębi i własnym psem. Nawet zwierzęta uznały, że bez przesady. Ostatecznie Jakimowicz dotarł do siedziby TVP sam. Gotowy na triumfalne przejęcie władzy wparował do rozpadającego się budynku D. Ochrona powitała go uprzejmie, podając mu kapelusz, który zostawił podczas swojej ostatniej wizyty, i grzecznie poprosiła o wyp*erdalanie z budynku. Niestety, wszystko wskazuje na to, że tak kończy się wielka kariera gwiazdy. Chyba że TVP zreflektuje się nad jego losem i wróci z ofertą pracy po wyborach. To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
