fot. Canva

Wyróżnia się pięć etapów żałoby: zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresję oraz akceptację. W nadmorskim Sarbinowie można do nich dodać jeszcze przejażdżkę na karuzeli. Na działce graniczącej z cmentarzem powstało wesołe miasteczko.

REKLAMA

W miejscu, w którym zazwyczaj panuje cisza, spokój i atmosfera zadumy, teraz dudni muzyka, słychać radosne krzyki i unosi się zapach spalin z agregatów.

Takim połączeniem sacrum i profanum oburzeni są mieszkańcu, proboszcz i lokalne władze. Okazało się, że lunapark powstał bez potrzebnych papierów. Ale niespecjalnie da się coś z tym zrobić.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", nadzór budowlany orzekł, że lunapark jest samowolą. Astronomiczna kara za takie wykroczenie to od 100 do 500 zł. Czyli mniej więcej koszt kilku gier w cymbergaja lub biletów do gabinetu luster dla całej rodziny.

"Budowla" nie ma podłączenia do prądu, wody i ścieków. Zgodę na ten nadmorski cud wydał starosta powiatu koszalińskiego. Zastrzega jednak, że nie zgadzał się na postawienie parku rozrywki, a tylko tzw. dmuchańców. Co oczywiście kompletnie zmienia postać rzeczy.

Według burmistrzyni Mielna, sprawa wygląda kompletnie inaczej. Według niej plan zagospodarowania pozwala tylko i wyłącznie na powstanie tam budynków o charakterze mieszkalno-usługowym.

Według informacji "Wyborczej", poddzierżawcą działki obok cmentarza jest partner córki powiatowej radnej PiS. Właściciel wesołego miasteczka nie komentuje sprawy.

A może to po prostu nowy trend? Nic nie stoi na przeszkodzie, by połączyć oba przedsięwzięcia. Nekropolia może zostać wykorzystana jako dom strachów, a budki z popcornem i hot-dogami jako miejsce na stypę.

Brak empatii? Nieczuły biznes? A może niezły zarobek i sranie na konwenanse? Lato dopiero się zaczęło, ale możemy być pewni, że tego rodzaju "inwestycji" będzie więcej.

To ASZdziennik, ale to prawda.