
Znacie to uczucie, kiedy ktoś regularnie wysyła wam przelewy na grubą kasę wbrew waszej woli? Europoseł PiS Ryszard Czarnecki zna.
Europoseł Ryszard Czarnecki był jakiś czas temu wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Bardzo nie chciał otrzymywać z tego tytułu żadnych pieniędzy. Wiedział, że to nie one dają mu szczęście i nie po to działa w polityce.
Niestety, życie rzuciło mu kłody pod nogi. Kłody w postaci 10 tysięcy złotych miesięcznie. Jak ustaliła TVN24, Ryszard Czarnecki dostawał taką wbrew swojej woli. Deklarował, że chciał sprawować tę funkcję społecznie. Okrutni szantażyści zmusili go jednak do tego. Bo on za żadne skarby nie chciałby tych pieniędzy.
Jak tłumaczy w rozmowie z dziennikarzami, o pobieranie pensji poprosili go koledzy ze związku.
- Uznano, że nie powinienem się wyróżniać od innych wiceprezesów związku i zacząłem pobierać pensję – tłumaczy Ryszard Czarnecki.
Byłoby niemiło wobec kolegów.
- W środowisko siatkarskim uznano, że sytuacja, w której jeden prezes pobiera środki, drugi i trzeci pobiera, a czwarty nie pobiera, jest sytuacją niezręczną, sztuczną i przekonano mnie, żebym tego nie robił – dodaje. Europoseł oprócz 10 tysięcy złotych miesięcznie, które sadyści przelewali mu na konto, miał paść też ofiarą służbowego auta i zwrotu za paliwo.
Obecnie Ryszard Czarnecki jest prezesem zarządu Fundacji Polska Siatkówka. Jak czytamy w misji fundacji, jej celem jest m.in. pomaganie osobom ze środowiska siatkarskiego, które mają problemy finansowe.
Jedną z tych osób jest Ryszard Czarnecki, który za tę posadę tylko w ubiegłym roku dostał skromną zapomogę w wysokości 160 tysięcy złotych. Tym razem do przyjęcia tych przelewów nikt już go nie zmuszał. To jest ASZdziennik, ale to prawda.
