
Jak co roku Mielno ugościło fanów i twórców kina patologicznego. Impreza z roku na roku przyciąga coraz więcej gości i wprowadza nowe metody konsumowania alkoholu. W tym roku zwycięzca mógł być tylko jeden. Jury „VI Festiwalu Filmów Patostreamerskich" jednogłośnie przyznało nagrodę „Transmisji z obrad Sejmu". Gratulujemy.
Gdy w USA trwa strajk scenarzystów, nasza kinematografia stawia na sceny improwizowane. I tak oto narodziła się zwycięska produkcja, w której setki improwizatorów zamknięto w jednym pomieszczeniu. Efekt? Fenomenalny. Owacje po emisji „Obrad..." trwały nieprzerwanie przez 69 minut. Widzowie i recenzenci nie byli w stanie ukryć wzruszenia. Zwiewne połączenie chamstwa, prostactwa i wzruszającej rubaszności kupiło wszystkich. Nikt bardziej nie zasłużył na laur Złotego Kociołka. – To poruszyło całe moje jestestwo. Gdy myślę, że już nic w patostreamie mnie nie zaskoczy, pojawia się taka produkcja i miażdży moją duszę – ociera dyskretnie łzy Daniel Magical, organizator festiwalu. – To wspaniałe, że osoby ze świeżym spojrzeniem zaczynają zajmować się tą trudną, ale piękną sztuką. Jury szczególnie poruszyła scena dwójkowa pomiędzy posłanką Marzeną Okłą-Drewnowicz a Przemysławem Czarnkiem. – Rola Przemka Czarnka to miód na moje serce. Jestem pod wielkim wrażeniem tego występu – mówi Rafatus, patostreamer i przewodniczący jury. – Nie widziałem czegoś takiego od czasów Jaszczura i jego francuskiego bagneta. To dla nas wielka chwila: polski patostreaming w końcu wstaje z kolan i przechodzi do mainstreamu. Niestety, wszystko wskazuje na to, że kolejne obrady Sejmu nie będą już łatwo dostępne.
Ze względu na swój patostreamerski charakter będą musiały zejść do podziemia. Producenci zapowiadają, że następne popisy ministra Czarnka i spółki będziemy mogli śledzić na zamkniętych serwisach, takich jak OnlyFans. To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
