
Van Gogh sprzedał za swojego życia tylko jeden obraz. Nie przeszkodziło mu to stać się legendą malarstwa. Podobna historia może czekać prezydenta Białegostoku i jego internetową działalność. Być może jego wpisy są dziełami sztuki, których współcześni nie rozumieją.
Związek prezydenta Białegostoku z mediami społecznościowymi możemy chyba określić jako skomplikowany. Wydaje się, że jest najwyżej postawionym przedstawicielem tzw. KODwave i nie specjalnie zastanawia się nad publikowanymi treściami.
Związany z PO polityk repostował na swoim profilu zdjęcie trzech prawicowych dziennikarzy udostępnione przez jedno z antypisowskich kont. Opatrzył je "zabawnym" komentarzem.
Swoim wpisem polityk dokonał niemożliwego: zjednoczył wszystkie strony politycznego sporu. Lewica, prawica i centrum ruszyły, by ramię w ramię zadać jedno pytanie: „WTF, panie prezydencie?"
W obliczu inby polityk wybrał najbezpieczniejszy sposób rozładowania sytuacji. Usunął tweeta, stwierdził, że został „źle zrozumiany". Przeprosił wszystkich, których zmylił. Klasa.
Przypomnijmy, że to nie pierwsze twitterowe problemy polityka z Podlasia. Prezydent lubi czasami podać dalej materiały publikowane przez podejrzane konta z dziwną treścią.
Na Wikipedii polityka możemy z kolei przeczytać, że „jego przodkowie należeli do szlacheckiego rodu Truskolaskich herbu Ślepowron".
Z tego miejsca chcielibyśmy życzyć sobie i panu prezydentowi odpoczynku od internetu.
To ASZdziennik, ale to prawda.
