
Znalazł jeden wspaniały sposób, by nie wyjść na buca. Postanowił stosować się do zasady „człowiek nie żyje, to miejsca nie ustępuje".
Olek bardzo nie lubi dzieci i wszystkiego, co z nimi związane.
Cały czas szuka nowych sposobów, by ograniczyć w swoim życiu ilość skojarzeń z bombelkami. Najbardziej brzydzą go kobiety w ciąży, które chciałyby wepchnąć się przed niego w kolejkę, albo oskarżycielskim spojrzeniem żądały siedzenia w tramwaju.
Zawsze uważał, że ustępowanie im to przereklamowany gest. – Przez lata udawałem, że jestem niewidomy. Wiadomo, klasyk. Niestety, prawda wychodziła na wierzch, gdy siadałem za kierownicą samochodu. Można mnie wtedy było wziąć za chama, a przecież jestem niesamowicie miłym facetem – mówi nam Olek, który od kilku dni udaje rozkładające się zwłoki. – Teraz gdziekolwiek się pojawiam, zapada grobowa cisza. To mój antynatalistyczny bunt przeciwko konwenansom. Swoją rolę Olek traktuje ze śmiertelną powagą. W miarę możliwości przyjmuje sztywne pozy przypominające prawdziwe zwłoki. – Jest to o tyle łatwiejsze, że w środku jestem martwy od lat, od kiedy Artur Rojek odszedł z Myslovitz. Na początku robiłem sobie bladą charakteryzację, ale z czasem twarz naturalnie straciła wszelkie kolory – opowiada mężczyzna. – A może ja serio nie żyje?
Metoda zaczęła przynosić owoce – wszyscy, a szczególnie kobiety w ciąży, zaczęli go unikać. Okazało się, że nikt nie chce mieć z nim do czynienia. – Jedynym problemem są larwy, które zaczęły osiedlać się w moim sercu – uśmiecha się smutno 38-latek. – Mam nadzieję, że dadzą mi spokój, gdy zjedzą je do końca. To ASZdziennik, ale niewidzialność kobiet w ciąży to prawda.
