
Ponad 60 tysięcy złotych z publicznych pieniędzy, którymi zarządzają Lasy Państwowe, trafiło do jednego z klubów karate kyokushin. Za przelewy miał odpowiadać radomski nadleśniczy Mateusz Garbacz. Przypadkiem jest też prezesem tego klubu i pracuje tam jako instruktor.
Jak dowiedzieli się dziennikarze Gazety.pl, sensei Mateusz Garbacz wsparł swój klub z puli darowizn Lasów Państwowych na cele społeczne.
Z odpowiedzi Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu wynika, że do klubu leśnika-sensei dorzuciło się aż 14 z 23 radomskich nadleśnictw.
Brzmi dziwnie, ale to wszystko ma sens. Bo tak sensei Garbacz tłumaczy związek karate z leśnictwem.
- Przekazujemy wychowankom system wartości oparty na poszanowaniu starszych, uprzejmości i szacunku do ciężkiej pracy, trening karate daje rozwój ogólny, koordynację, samodyscyplinę, a także systematyczność, umiejętność wyznaczania i osiągania celów – czytamy na stronach Lasów Państwowych. - Ważna jest też skuteczność i kończenie zadań, a to są cechy przydatne w każdej dziedzinie. – Leśnikiem jestem nie tylko z wykształcenia, ale też z pasji, karateką jestem z pasji, ćwiczę od 1993 r. – powiedział sensei.
Poza tym to też kwestia oszczędności.
Szacuje się, że dzięki inwestycjom w naukę karate Lasy Państwowe zaoszczędzą na siekierach i harvesterach nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Wyrąb drzew już od 2030 roku będzie prowadzony ciosami karate.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
