EASTNEWS/Artur Zawadzki/REPORTER

Krzysztof Skiba na swoim Instagramie podzielił się przemyśleniami na temat "znanych osób prowadzących imprezy". W dziwacznym poście dzieli branżę na "pijących" i "uciekających po zakończeniu pracy". Domyślam się, że cała akcja miała wzbudzić sensację czy sprowokować do dyskusji. Po co? Nie mam pojęcia. Ale skoro jest jakaś dyskusja o „celebrytach prowadzących imprezę”, to chciałbym Wam opowiedzieć o najbardziej żenująco prowadzonym wydarzeniu, na jakim byłem. Tak się akurat składa, że prowadził je Krzysztof Skiba.

REKLAMA

Byłem na imprezach prowadzonych przez Oliwiera Janiaka (klasa), studentów polibudy, zawodowców z mniejszych miejscowości, czy młodych gniewnych jak Łukasz Gamrot. Mam naprawdę bardzo szerokie spektrum tego, jak może wyglądać prowadzenie imprezy w Polsce.

Była to FAMA, czyli interdyscyplinarny festiwal młodej sztuki i kultury z absurdalnie bogatą historią (tutaj rozpoczynali swoje kariery m.in. Magda Umer, Marek Grechuta, COMA czy Ralph Kaminski). W 2021 roku pan Krzysztof Skiba prowadził finał Festiwalu FAMA, który odbywał się w Świnoujściu. Miałem przyjemność być uczestnikiem festiwalu i nieprzyjemność bycia świadkiem popisu pana Skiby.

Ale w sumie czego spodziewałem się po członku zespołu, który nie widzi niczego złego w wypuszczaniu w 2021 roku nowej wersji fantastycznego hitu „Makumba”?

Gospodarz wieczoru zaczął klasykiem konfenansjerki: pokazywaniem jak się macha obiema rękoma, wykonując ruchy podobne do mycia okien. Potem poprosił, by widownia (cały czas machając rękoma) „odwróciła się do koleżanki”. Prawdopodobnie chodziło panu Krzysztofowi o cycki.

Tematem przewodnim koncertu była książka „Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993” autorstwa Rafał Księżyka. Ten trop wskazywał, że będziemy się kręcić w okolicach początku lat dziewiędziesiątych.

Nic bardziej mylnego.

Pan Skiba cały czas gadał za to o UB-ekach, SB-ekach, cenzorach itd. Mogę chyba bezpiecznie przyjąć, że miał przygotowane jakieś żarty o PRL-u, z którymi jeździ po kraju i nie chciało mu się wymyślać nowych o najntisach.

Szczytem humoru w wykonaniu pana Skiby był np. żart, że PRL był taki niby antyhomoseksualny, a w bajkach Bolek i Lolek mieszkali razem. I nie wiadomo, co tam robili razem.

Przypominam: był 2021 rok.

Oczywiście pojawił się też żart z tego, że żona pana Skiby kupiła sobie ostatnio trzy szafy butów i że te baby to hehehe.

Nie chciało mu się też zapamiętywać nazw zespołów, które zapowiadał. Oprócz jednego, który miał najtrudniejszą nazwę, ale przez przypadek grał akurat cover piosenki Big Cyca.

Przypadek.

Kulminacyjny moment imprezy odbywał się przy muzyce z serialu "07 zgłoś się". Pan Skiba (z jakiegoś powodu przebrany za milicjanta) wyciągnął pałkę (hehe) i wykonał z nią taniec. Zakończony symulacją masturbacji, gdzie pałka była penisem.

Po raz kolejny przypominam, że mówimy tutaj o sierpniu 2021 roku.

Czemu miał służyć wpis pana Skiby? Napiętnowaniu kolegów? Przypomnieniu o sobie? Uwzniośleniu swojego sposobu prowadzenia imprez?

Nie mam zielonego pojęcia.

To ASZdziennik, ale to prawda.