Fot. pixabay.com, Archiwum prywatne

A więc to kres beztroskich dni. To, co niegdyś dawało radość, dziś jest ledwie mglistym wspomnieniem. Nadzieje, pragnienia i plany nie mają już znaczenia. Nic już nie będzie takie, jak kiedyś, a jedyne, co nas teraz czeka, to gęste bagno codzienności, z którego nie mamy jak się wygrzebać, choć byśmy nie wiem jak przebierali łapkami.

REKLAMA

Nie doceniamy trwającego, acz nieustannie przemijającego czasu.

Całe nasze jestestwo opieramy na momentach szczęścia, które znikają tak szybko, jak się pojawiły.

Piłeczka, która w jednej chwili jest w naszym pyszczku, w następnej może być tylko cieniem spod szafy – i nie będziemy mogli nic na to poradzić.

Czyż nazbyt często nie trzymamy się kurczowo rzeczywistości, która już przeminęła? Czyż sami nie jesteśmy jeno odciskiem dawnych nas na dywanie, na którym wcześniej leżeliśmy?

Nadzieje, niegdyś płonne, teraz wydają się szczenięcą igraszką. Pragnienia, które onegdaj wyznaczały nam kierunek hopsania, nagle stają się pragnieniami obcego pieska. Plany, snute niczym nitka z przeżutego swetra człowieka, pękają w pół, niczym nitka z przeżutego swetra człowieka.

A piłeczka... ucieka pod szafę.

I nic już nie ma znaczenia, bo wszystko, co określało nasze dotychczasowe życie, w jednej piłeczkowej sekundzie obraca się w pył. A pył nie jest fajny, bo przez niego kichamy.

Pozostaje więc tylko czekać i wierzyć, że los jeszcze kiedyś się odwróci.

Że człowiek poda swą pomocą łapę i tymi swoimi dracznymi paluchami wygrzebie nasze szczęście spod mebla.

I znów nasypie nam granulatu, i znów wyjdziemy razem na spacer, i tym razem nie będzie padać deszcz ani śnieg, i nie wdepniemy już w kałużę przy krawężniku.

Czy to tylko pobożne życzenia?

Pozostaje tylko czekać i ciężko wzdychać.

To jest ASZdziennik, ale to prawda.