Fot. Debbie Rowe/commons.wikimedia.org

Po wybuczeniu i wygwizdaniu Elona Muska przez publiczność zebraną na występie Dave'a Chapelle'a, znany miliarder udał się nigdzie indziej jak do uratowanej przez siebie oazy wolnego słowa: na Twittera. To właśnie tam ujawnił, jak to naprawdę było z tymi gwizdami i dlaczego TO JUŻ W OGÓLE NIE ROBI NA NIM WRAŻENIA, OKEJ?!

REKLAMA
W niedzielę występujący w San Francisco Dave Chapelle zaskoczył swoją publiczność, wywołując na scenę gościa specjalnego: naczelnego edgy boya internetu i aspirującego komediowego geniusza, Elona Muska.
Niestety, okazało się, że zgromadzeni nie rozumieją ani wyszukanego humoru, który niedawno prezentował w swoich transfobicznych tweetach Musk, ani jego agresywnego zarządzania nowo nabytym przedsiębiorstwem, z którego zwolnił tysiące pracowników. Ku zaskoczeniu obu panów, na pojawienie się Elona publiczność zareagowała buczeniem i gwizdami, co kontynuowała jeszcze przez dobre 10 minut.

Ale to nic, bo niewzruszony król opanowania, który nikomu nic nie musi udowadniać, najpierw spróbował wyjaśnić w tweecie, że publiczność tak naprawdę reagowała nie na niego, a na bójkę, która akurat zawiązała się na widowni... a potem przyznał, że tak w zasadzie, to buczało jakieś 10% widzów i to wszystko niezrównoważone lewaki. Bo pozostałe 90% klaskało i wiwatowało.
logo

I to nieważne, że oba tweety zostały już usunięte, a osoby obecne na widowni opisywały zajście słowami "Nigdy nie słyszeliśmy tylu buczących osób naraz".
Elon wie lepiej.
Jest przecież geniuszem.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.