Fot. 123rf.com

Po kolejnym trudnym dniu w pracy postanowiłaś spontanicznie zrobić coś dla siebie. Spojrzałaś na swoje odbicie w lustrze i z przerażeniem stwierdziłaś, że nie widzisz w nim kobiety, za jaką chcesz uchodzić. Napędzona adrenaliną i chęcią zmiany swojego życia szybko zarezerwowałaś wizytę u fryzjera, zastanawiając się, jaka fryzura najlepiej będzie wyrażać to, kim naprawdę chcesz być.

REKLAMA
Mimo podejrzanie szybkiego terminu i dużej dostępności w apce wizyta zaczęła się całkiem nieźle: pan Mariusz cierpliwie słuchał twoich uwag o tym, że chcesz jedynie podciąć i odrobinę wycieniować końcówki (samemu przyznając, że mowa w takim razie o najwyżej dwóch centymetrach z długości, na co z radością przystałaś).
Kiedy spytał, co robimy z grzywką, odparłaś:
– Zwykle przycinam ją sama w łazience, więc może mógłby pan sprawdzić, czy trzeba w niej coś wyrównać?
Pełne empatii kiwnięcie głową pana Marcina utwierdziło cię w poczuciu, że jest on doświadczonym profesjonalistą, który rozumie cię bez słów.
Dlatego też byłaś tym bardziej zaskoczona, kiedy wszystko zaczęło wskazywać na to, że pan Mariusz nie zrozumiał cię wcale.
– Jak Kleopatra – szepnął zachwycony w kierunku swojego dzieła, sunąc ostrymi jak brzytwa nożyczkami przez twoją grzywkę, która teraz sięgała jedynie połowy czoła, choć zaczynała się na jednym, a kończyła na drugim uchu.
I już miałaś błagać o litość, gdy pan Mariusz płynnie przeszedł na tył twojej głowy, przycinając 20 centymetrów końcówek, które nadal nie były wcale wycieniowane, a które w jednej chwili zmieniły twoje podobieństwo do Kleopatry w inspirację Mikołajem Kopernikiem.
To właśnie wtedy, patrząc w swoje puste, pozbawione nadziei oczy, wreszcie zrozumiałaś, że szukanie własnej tożsamości poprzez nową fryzurę od początku było spisane na straty.
Bo mimo godzin spędzonych na zastanawianiu się, jak powinnaś wyglądać, nawet nie przeszło ci przez myśl, że przez najbliższe miesiące będziesz wyglądać jak skończona idiotka.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.