
Smutna wiadomość z jednej z prężnie rozwijających się firm z młodym i energicznym zespołem. Jeden z pracowników nie odpisał na pilnego maila od przełożonego z prośbą o dokończenie projektu po godzinach. Wymówką miał być zawał serca. Firma jest kolejna ofiarą niepokojącego trendu - quiet quitting.
Okazuje się, że niektórzy pracownicy z premedytacją nie chcą pracować trochę dłużej. Co za tupet. Zmarły przy swoim biurku Adam S. jest kolejnym niechlubnym przykładem braku ambicji młodych Polaków.
- Z Adamem już jakiś czas były problemy - przyznaje Ola, project managerka w firmie denata. - Firma zapewniała mu kawę i napoje energetyczne, ale i tak nieraz spóźniał się odpisywaniem na maile, które dostawał po godzinach pracy. Jakby wieczorem miał coś lepszego do roboty.
Dział HR przyznaje, że zdarzały się też skargi na Adama. Chodzi głównie o donośny szloch po 22:00 w biurze, który wprawiał w zakłopotanie pracującą w nocy ekipę sprzątającą.
Podejściem Adama do pracy głęboko rozczarowany jest również zarząd firmy.
- Młodzi zerkają na zegarek, nie chcą pracować dłużej, niż przewiduje ustawa. Jesteśmy w trakcie robienia czegoś fantastycznego, a ktoś nagle odchodzi do domu Ojca - żali się Mariusz Opoka, CEO firmy - Adam mógł nas uprzedzić nas, że planuje umrzeć,
Firma uspokaja, że obowiązki niesumiennego pracownika przejmie teraz kolejny pracownik na umowie o dzieło.
To jest ASZdziennik, wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone oprócz quiet quitting, na które we wrześniu żalił się na LinkedIn przedsiębiorca Maciej Panek.
