
Droga Doroto Aqualitejo Rabczewska, Nie znamy się, chociaż na wstępie mojego listu napiszę tak, jak jeden z Twoich kandydatów na miłość – mam wrażenie, że JA znam Cię już bardzo dobrze. Jestem jedną z 790 tysięcy osób, które co tydzień śledzą Twoje kolejne kroki na drodze do miłości.
Przyznaję, początkowo włączyłam telewizor dla tzw. beki. Myślałam, że będą jakieś fajne przypały, głupi ludzie i festiwal cringe’u. A dostałam prawdziwy i wzruszający obraz kobiety, która walczy o własne szczęście. Odcinki programu „Doda. 12 kroków do miłości” postanowiłam więc potraktować edukacyjnie. I już po pierwszych 6 randkach w Twoim wykonaniu wiem, co może mi pomóc w szukaniu prawdziwej miłości:
PRZEPROWADZKA – człowiek naiwnie myśli, że pracując i wykonując codzienne obowiązki, będzie mieć czas i przestrzeń energetyczną na rozwój uczuć. Nie można się mądrze zakochać, mieszkając w swoim domu. Nie da się mopować podłogi i jednocześnie szykować na randkę. Nie można wracać z pracy i w pośpiechu budować romantycznej aury. Na czas poszukiwania miłości należy wyprowadzić się do domu typu penthouse w lesie.
GARDEROBA - nie chodzi mi o zwykłe rzeczy, że jakieś majtki, spodnie, czy buty. A jak mnie zaprosi moja randka na motor albo na golfa? Ja nie miałam nigdy takich ubrań, ale nauczyłam się od Ciebie, że warto je mieć i w każdych okolicznościach zadbać o swój niepowtarzalny styl. Zapożyczyłam się więc i obecnie posiadam już stylizację na jacht, narty biegowe i safari.
EKIPA – czyli zarówno przyjaciele, którym mogę się zwierzać, ale też osoby, które wpadną rano i mimochodem pomogą mi się uczesać i umalować. Szczerze powiem, że każdego ranka czekam na taką niespodziewaną wizytę. Wczoraj bardzo się ucieszyłam z dzwonka do drzwi, ale był to tylko gazownik i nie miał pojęcia, jak instalować doczepy i rzęsy, więc musiałam poradzić sobie sama. Moje porażki na drodze uczuciowej na pewno są spowodowane brakiem odpowiedniej ekipy, która może mnie przygotować na randkę.
LESZEK MELIBRUDA – czyli na pozór dziwny pan, a tak naprawdę psycholog, który mógłby omówić ze mną każde spotkanie. Żebym zrozumiała, o co mi chodzi, jak się zachowuję i dlaczego, kiedy chłop jest nadęty, nie mówi do mnie i głównie kocha siebie, ja siedzę cierpliwie i czekam aż się cudownie sam przemieni w fajną empatyczna osobę. Leszek to taki gość, co byłby wkurwiającym wujkiem na wigilii, a jest, po prostu, pomocnym psychologiem. Zainspirowana Waszymi spotkaniami, kolejne randki w moim życiu planuję tylko w asyście Leszka.
Odliczam dni do soboty. Ciekawa jestem, z kim teraz się spotkasz. Wysportowany weterynarz? Pediatra o białych zębach? Pisarz kryminałów, który kiedyś siedział w więzieniu, ale teraz jest już dobrym ex-łobuzem?
Doroto, trzymam za Ciebie kciuki i dziękuję za wszystkie momenty programu, w którym mogę krzyczeć do telewizora, że mam tak samo. Że wstydzę się, kiedy mam do kogoś zadzwonić, że chciałabym usłyszeć miłe słowa, że nudzę się, kiedy ktoś przez godzinę mówi tylko o sobie i że każdemu, nawet Tobie, tak trudno powiedzieć wprost – „Hej, nie podoba mi się, jak mnie traktujesz”.
Niech będzie tak, jak w jednej z Twoich piosenek: "I nie spływa tusz na bukiety róż, Miłość ta nie jest wrogiem już".
To jest Agnieszka Matan dla ASZdziennika.
