Fot. 123rf.com, czytelnik zielonagora.wyborcza.pl

Kolejny dzień życia w Polsce. Mieszkańcy osiedla Pomorskiego w Zielonej Górze postawili się spółdzielni mieszkaniowej, której nawet nie podlegają, no i teraz mają – stos głazów zamiast chodnika w przejściu pomiędzy blokami.

REKLAMA
Wszystko zaczęło się, gdy spółdzielnia Kisielin zażyczyła sobie ok. tysiąca złotych rocznie (od gospodarstwa) za użytkowanie wspólnego chodnika przez mieszkańców bloków zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe.
Mieszkańcy nie chcieli się na to godzić, więc spółdzielnia zdarła chodniki. Wkrótce potem na ich miejscu pomiędzy blokami pojawił się mur (szybko zburzony przez lokalną społeczność), potem zasieki (również zniszczone), a teraz – stos głazów. No bo tego to już krnąbrni mieszkańcy nie będą w stanie ruszyć, prawda? – pomyślał zapewne rezolutny zarząd spółdzielni.
Nie jest to pierwszy raz, kiedy spółdzielnia Kisielin w odwecie za postępowanie niezgodnie z jej interesem zabiera mieszkańcom zdobycze jakiejkolwiek cywilizacji: blok, który wcześniej wyszedł ze spółdzielni, aby ocieplić budynek i zaoszczędzić na ogrzewaniu, także został ukarany zdarciem chodników oraz wysokimi rachunkami za użytkowanie wspólnej infrastruktury.
Nieoficjalne źródła podają, że kolejne akty nieposłuszeństwa spółdzielnia Kisielin zamierza karać dekapitacją i nabijaniem buntowników na pal. A jeżeli nie będą chcieli na to przystać, zawsze mogą przecież zapłacić kwotę, którą akurat wymyśli sobie spółdzielnia.
To jest ASZdziennik, ale głazy zwiezione przez spółdzielnię są prawdziwe.