Fot. 123rf.com

Nowy trend żywieniowy wśród millenialsów. Pokolenie wiecznie zabieganych pracoholików, którzy na jedzenie nie mają ani czasu, ani pieniędzy, nareszcie znalazło dla siebie dietę idealną: jedzenie tylko tego, co akurat się trafi, tylko wtedy, kiedy akurat można. Poznajcie plejstocenarian.

REKLAMA
– Dietę plejstoceńską stosuję już od dobrych dwóch lat – zdradza nam 33-letnia Julita z warszawskiego Mokotowa – ale do tej pory nie wiedziałam nawet, że ma ona swoją własną nazwę. Po prostu jadłam, żeby przeżyć. Oczywiście, jeżeli sprzyjały temu okoliczności – dodaje.
Choć ich lodówki zwykle są puste, plejstocenarianie nie narzekają na głód: w ciągu dnia żywią się przyniesionymi do biura imieninowymi ciastami i darmowymi plasterkami cytryny do herbaty, a w momentach spadku energii popijają wodę z cukrem.
Kiedy głód jednak się pojawi, często po prostu o tym nie myślą, bo i tak są zbyt zajęci wyrabianiem norm i statystyk w pracy, która nie pozwala im na godne życie.
– Najlepiej można się najeść na cudzych imprezach – tłumaczy nam 27-letni Adam, plejstocenarianin od roku i dwóch miesięcy. – Wesela, stypy, chrzciny, ale też firmowe bankiety z finger foodami czy imprezy promocyjne dla klientów. To prawda, czasem nie ma na to czasu, ale do tego też już się przyzwyczaiłem.
Wszystko wskazuje na to, że ten nowatorski sposób żywienia będzie zyskiwał coraz więcej zwolenników, a jeżeli potwierdzą się najbardziej radykalne prognozy, do 2025 roku będziemy mogli zaobserwować 300-procentowy przyrost plejstocenarian oraz 1000-procentowy przyrost bretarian (osób żywiących się energią słoneczną).
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.