Fot. Pawel Skraba/REPORTER

Na piękny modernistyczny dworzec powoli wtaczają się składy wypakowane rozkrzyczaną barbarią, a Estakadą Kwiatkowskiego już dziś będzie się jechało z pracy siedem godzin - oto smutne wnioski pana Adama z Gdyni. Właśnie rozpoczyna się Open'er Festival.

REKLAMA

Pociągami, samochodami i autobusami ciągną obecnie do Gdyni rzesze przybyszów z południa - dziwnych ludzi, którzy najbardziej w życiu cenią skakanie, darcie mordy, tłok, piwo i namioty pływające w deszczu, a za to w ogóle nie cenią spokoju bliźnich.

- Dwóch rzeczy w życiu nienawidzę: krzyku i autobusów z oznaczeniem 0F - mówi pan Adam, który wie, że podejrzanie często łączą się one w parę. Co gorsza, niektórzy rozwrzeszczani "goście" zdążyli się wysprytnić i zamiast wchodzić w przeznaczone dla nich pojazdy, zabierają miejsce porządnym ludziom w standardowych autobusach 109 i 182.

Gdynianin wie również, że przez najbliższe dni nie będzie można sobie normalnie jeździć ścieżką rowerową na Babie Doły, a wyjście do Biedronki na Pułkownika Dąbka może skończyć się śmiercią przez uduszenie. Co gorsza, prawdopodobnie wielu przybyszów będzie za dnia przemieszczać się do Orłowa, żeby tam w tzw. "parku" niszczyć molo, rozchlapywać fale i zakłócać spokój.

- Może to dlatego, że na co dzień nie mają morza, lasu, klifów i wzgórz, tylko nudne, centralne zadupie - wspina się na wyżyny empatii pan Adam. W głębi serca ma jednak pewność, że to nie usprawiedliwa ani zachowania, ani tym bardziej liczby natrętnych obcych, którzy myślą, że prawdziwe życie jest w Warszawie, a Trójmiasto to taki plac zabaw.

Wiadomo już, że pan Adam nie jest osamotniony w swojej golgocie.

Podobne emocje już wkrótce odczuje pani Anna z Katowic i pan Jan z Płocka.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.