
To miała być historia jak z Netflixa. 36-letnia Aleksandra z Warszawy czuła, że praca w korporacji ją przytłacza, a jej narzeczony jest coraz bardziej irytujący. Z dnia na dzień rzuciła więc pracę i Piotrka, wypłaciła wszystkie oszczędności i ruszyła na poszukiwanie małych, urokliwych miasteczek. W końcu to tam miała odkryć sens życia i prawdziwą miłość.
Aleksandra wie z Hallmarka, Lifetime i Netflixa, że zasada jest prosta.
Jeżeli jesteś zmęczona życiem, to pakujesz się i uciekasz do małych miasteczek lub wsi, gdzie wszyscy się znają i przyjmują cię z otwartymi ramionami.
Tam poznajesz przystojnego właściciela baru, rolnika, lekarza, pisarza albo biologa, który na początku wydaje się nieprzystępny i niemiły, ale tak naprawdę ma gołębie serce. Brakuje mu w życiu tylko czułej miłości.
I właśnie takiego kogoś szukała Ola. Dojechała do Drohiczyna, małego miasteczka w województwie podlaskim. Owszem, znalazła tam duże skupisko mężczyzn. Niestety, było to seminarium duchowne, ale nie poddawała się i szukała dalej.
Bo potem przez chwilę było prawie jak w filmach. Udało jej się nawet znaleźć urokliwy zakątek nad Bugiem, gdzie mogła stać i kontemplować dalsze plany na życie, a wiatr rozwiewał jej włosy. Niestety gospodarz, na którego działkę wtargnęła, szybko ją przegonił, a poza tym właśnie rzuciła pracę i nie stać jej nawet na wynajem kawalerki, a co dopiero na własną ziemię w tak atrakcyjnej lokalizacji.
Na pocieszenie weszła więc do lokalnej restauracji, gdzie z satysfakcją zjadła cztery kartacze. Były smaczne, ale niestety: szczęśliwie żonaty kucharz nie był zainteresowany rozwodem oraz nowym związkiem z Olą. Nie tak miało być.
Rozczarowana, ale przynajmniej najedzona pysznymi kartaczami Ola, wróciła zatem do Warszawy i dogadała się z szefową, że może jednak wrócić do starej pracy.
Po kilku dniach w domu 36-latka już chyba wie, gdzie popełniła błąd. Nie zmieniła kraju. W końcu prawie wszyscy mężczyźni z historii, które znała, pochodzili z Australii, Nowej Zelandii, Włoch lub południa USA.
Aleksandrze pozostało tylko czekać, aż będzie ją stać na wyjazd przynajmniej do Toskanii.
A w międzyczasie zwróciła uwagę w pracy na nieśmiałego, skromnego kolegę, który unikał towarzystwa jak ognia. I założyła się z koleżankami z biura, że w tydzień zamieni go w najpopularniejszego faceta na Tinderze. Nie spodziewała się jednak, że po drodze sama się zakocha!
A jakby i to nie wyszło, to ma jeszcze jakieś 80 filmowych patentów do sprawdzenia.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
