
Pan Edward z Koszalina ma ostatnio ciężko. Wielu znajomych urwało z nim kontakt, ekspedientki w sklepie nie witają go z uśmiechem jak kiedyś, a sąsiadka przestała mu mówić "dzień dobry". A wszystko przez jedno słowo. "Ale".
- Naprawdę nie rozumiem, o co im chodzi - żali się pan Edward. - Jednego dnia żartowaliśmy na temat nieogarów z Konfederacji, a następnego zaczęli mnie wyzywać od homofobów.
- A ja im tylko powiedziałem, że nie jestem homofobem, ale uważam, że geje nie powinni się afiszować się z tą swoją homomiłością na ulicach. W swoich domach niech robią, co chcą.
Mieszkaniec Koszalina odkrył, że za każdym razem, gdy używał słowa "ale" po stwierdzeniu "nie jestem homofobem/transfobem/bifobem", jego słuchacz tracił zainteresowanie i odwracał się w innym kierunku. Dziwne!
Pan Edward próbował nawet tłumaczyć, że ma znajomego geja, ale z jakiegoś powodu nie przekonało to nikogo. Tym bardziej dziwne!
A my z okazji Światowego Dnia Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii życzymy wszystkim bez wyjątku miłości i wolności bez żadnego "ale".
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone (ale homofobia nie).
