
4-letni Bartek, 7-letnia Maja oraz 10-letni Antoni - oto niektórzy z nowych kontrolerów lotów, którzy zapewnią Polakom sprawne, bezpieczne podróże. Rząd, zirytowany tępym uporem związkowców z PAŻP, jednym cięciem zakończył bezproduktywne waśnie. Już w przyszłym tygodniu na lotnisku Chopina pojawią się nowi, zaangażowani i pełni entuzjazmu pracownicy.
Tych, którzy są zatroskani o kwalifikacje tak błyskawicznie znalezionych zastępców, być może uspokoją ich własne wypowiedzi.
- Raz kiedyś leciałam samolotem na wakacje i było super! - opowiada o swojej pasji Maja, która już cieszy się na myśl, że dzięki niej tysięcy innych Polaków także nie ominą wczasy.
- Fruuu - dodaje Bartek, mieszkaniec podmiejskiego Okęcia.
Zadowolone są także rodziny świeżo upieczonych kontrolerów.
- Syn od dawna interesuje się awiacją - mówi nam mama Antosia. - Chętnie składa modele i ogląda filmy o lotnikach na YouTubie. Myślę, że to fajna szansa na pierwszą pozycję w CV i sposób na dorobienie do kieszonkowego.
Kwestia finansów poruszona przez mamę nowego pracownika odgrywa niebagatelną rolę w decyzji rządu. Jak się okazuje, ich wymagania finansowe są znacznie niższe niż te roszczeniowych kontrolerów z PAŻP.
- Oszczędność i gospodarność: na to zawsze zwracamy uwagę - tak mówił o zaletach nowego rozwiązania minister Andrzej Adamczyk, który wie, że na przykład Bartkowi zamiast złotych gór wystarczy codzienna przejażdżka pushbackiem i duży miś z logo LOT.
Wciąż trwają jeszcze ostatnie negocjacje, po których będzie można dopinać nowe rozkłady startów i lądowań. Chodzi o dodatkowe świadczenia i czas pracy nowych kontrolerów, którzy akurat w tym względzie mają swoje wymagania.
Żądają wstępu do kokpitów, czapek pilotów i cogodzinnej przerwy na bajkę.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
