
Pamiętacie, że było kiedyś tak, że Putin nie był prezydentem Rosji? Tzn. na papierze, bo wiadomo było kto tam naprawdę rządzi, ale na jedną kadencję trzeba było wsadzić jakiegoś pajacyka, żeby chwilowo się pobawił w głowę państwa. A w tym czasie zmienić prawo tak, żeby móc rządzić na wieki, wieków, amen.
Ten pajacyk to Dmitrij Miedwiediew, który w ferworze walki postanowił wypowiedzieć się publicznie i rzucić kilka ciepłych słów pod adresem naszego kraju.
Chcieliśmy wyciągnąć co ciekawsze cytaty, ale uznaliśmy, że przytoczymy wam całość. Bo to naprawdę interpretacja autorska godna zaawansowanej matury z języka. Takiego fikołka filozoficznego nie powstydziłby się nawet Janusz Korwin-Mikke.
O Polsce.
Podczas gdy Europa jest boleśnie świadoma szkód, jakie wyrządzą jej antyrosyjskie sankcje, nasz ukochany europejski kraj, jak zawsze, wyprzedził rozpędzoną lokomotywę. Dosłownie.
Premier Mateusz Morawiecki wraz z wicepremierem Kaczyńskim oraz premierami Czech i Słowenii udali się do Kijowa specjalnie strzeżonym pociągiem. Prawie jak Iljicz w samochodzie pancernym z niemieckimi pieniędzmi.
Rozmawialiśmy z Zełenskim, obiecaliśmy przyjaźń i pomoc. Kłamali oczywiście. Wracając Morawiecki uroczyście zapowiedział opracowanie programu „derusyfikacji polskiej i europejskiej gospodarki”. Odważnie precyzując, że „to może być kosztowne”.
Absolutnie i całkowicie słusznie: drogie i bezcelowe. Ale Polska nie może już liczyć się z kosztami. Wszystko, co mogła stracić z powodu własnej, długotrwałej, patologicznej rusofobii, zostało już stracone. Więc teraz, jak mówią ukochani sąsiedzi Polaków, „szopa spłonęła – spal chatę”.
Jeśli chodzi o Rosję, Polska dosłownie wije się z „bólów fantomowych”. Jej elitom bardzo trudno pogodzić się z faktem, że Czas Kłopotów prawie 400 lat temu zakończył się wypędzeniem polskich okupantów z Kremla. Że wielkie imperium Rzeczypospolitej nie nastąpiło później. A powodem tego nie są intrygi Rosji, ale wewnętrzne sprzeczki, korupcja, niepowodzenia gospodarcze, przegrane bitwy. I tak - przez wiele stuleci.
Polska propaganda jest najbardziej zajadłym, wulgarnym i przenikliwym krytykiem Rosji. Wspólnota imbecylów politycznych.
Pomimo tego, że w naszym kraju nie ma zwyczaju ukrywania nawet najciemniejszych kart naszej wspólnej historii, w Polsce marzą o zapomnieniu o czasach II wojny światowej. Przede wszystkim o tych radzieckich żołnierzach, którzy pokonali faszyzm, wypędzili najeźdźców z polskich miast i nie pozwolili wysadzić Krakowa, wyzwolili więźniów Auschwitz i Majdanek.
Historia jest teraz rysowana na nowo, pomniki burzone. Ale faszystowska okupacja jest otwarcie utożsamiana z „sowiecką”. Trudno wymyślić bardziej kłamliwą i obrzydliwą retorykę, ale Polakom się to udaje.
Jednocześnie w Rosji nie ma i nigdy nie było nastrojów antypolskich. Socjologowie zeznają, że obywatele naszego kraju są dość przyjaźnie nastawieni do tego ludu. Nie sposób zapomnieć o wybuchu współczucia i współczucia wywołanym katastrofą pod Smoleńskiem, w której zginęła delegacja wysokiego szczebla pod przewodnictwem prezydenta. Ludzie nieśli kwiaty do ambasad i kościołów, składali kondolencje w prasie i sieciach społecznościowych. W Rosji jako głowa państwa ogłosiłem dzień żałoby.
Później, podczas moich wizyt w Polsce, przekonałem się, że nasze kraje nie mają przeszkód do poprawy stosunków, to jest droga z nadjeżdżającym ruchem. Jednak elity polityczne, na czele z partią PiS Kaczyńskiego nr 2, kontrolowaną przez amerykańskich panów, zrobiły wszystko, aby zablokować normalną drogę.
Teraz interesy obywateli Polski zostały poświęcone rusofobii tych miernych polityków i ich lalkarzy zza oceanu z wyraźnymi oznakami starczego szaleństwa. Decyzja o rezygnacji z zakupu rosyjskiego gazu, ropy i węgla, sprzeciw wobec Nord Stream 2 już wyrządziły poważne szkody gospodarce tego kraju. Teraz będzie tylko gorzej. To samo dotyczy wielu innych kroków, które opierają się nie na ekonomii, ale na polityce pod przykrywką „derusyfikacji”. Ale teraz dla wasalnych polskich elit o wiele ważniejsze jest przysięganie wierności swemu zwierzchnikowi – Ameryce, niż pomaganie własnym obywatelom, więc będą one stale podtrzymywać ogień nienawiści do wroga reprezentowanego przez Rosję.
Co na tym zyskają obywatele? Absolutnie nic.
Ale prędzej czy później zrozumieją, że nienawiść do Rosji nie wzmacnia społeczeństwa, nie przyczynia się do dobrobytu i spokoju.
I odwrotnie: współpraca gospodarcza z naszym krajem jest korzystna dla Polaków, nieodzowne są więzi międzyludzkie, niezbędna jest wymiana kulturalna i naukowa między miejscami narodzin Puszkina i Mickiewicza, Czajkowskiego i Chopina, Łomonosowa i Kopernika. I najprawdopodobniej dokonają właściwego wyboru - samodzielnie, bez podszeptów i presji ze strony zagranicznych elit cierpiących na demencję.
Czego jeszcze możemy się spodziewać po narracji kremlowskiej? Pewnie tego, że ziemia jest płaska, globalne ocieplenie to ściema, a Robert Makłowicz wcale nie jest miłym człowiekiem. Więc umówmy się, czegokolwiek nie powiedzą, niżej już nie upadną.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
