Fot. 123rf.com.

- Gdyby tylko wiedzieli, co ich czeka za kilka lat - żali się Mariusz, 31-latek, dla którego znowu zaczyna się najgorszy moment tygodnia: weekend. A wraz z nim odgłosy radości, muzyki i rozmów za ścianą jego sąsiadów, studentów.

REKLAMA
- To chyba zrozumiałe, że weekend jest do odespania tygodnia i odreagowania koszmarów pracy - tłumaczy Mariusz, obiecujący grafik z Warszawy.
Przeglądanie aplikacji randkowych, oglądanie następnego odcinka swojego ulubionego serialu, ewentualnie dotarcie do kolejnego rozdziału książki, którą zaczęło się czytać trzy miesiące temu. To przepis na udany i spokojny wieczór Mariusza.
Wszystko to jednak stoi pod znakiem zapytania, ilekroć zza ściany dochodzą odgłosy zabawy i ludzkich interakcji.
- Jak tak w ogóle można, to kompletny brak empatii - przyznaje poirytowany Mariusz.
Na szczęście jego 31-letni organizm jest już tak wyeksploatowany, że starcza mu staminy, by dotrwać najwyżej do 21:30.
Później jeszcze tylko krótka pobudka grubo po północy, by samotności odtwarzać w swojej głowie wszystkie niepowodzenia jego życia.
I wreszcie można przywitać następny dzień o 7 rano, jak tylko ze snu wyrwie pierwszy z wielu późniejszych skurczy łydki.
To jest ASZdziennik, wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.