Fot. 123rf.com, facebook/com/dorota.koszewska.7

"Oesuuu, ile można?", myśli nauczyciel polskiego w szóstej klasie szkoły podstawowej, przewracając oczami i zaznaczając czerwonym długopisem kolejny błąd popełniony przez ucznia z dysleksją rozwojową w formie dysortografii i dysgrafii. "Dialogu uczyliśmy się w kl. IV. A ty nie potrafisz go zapisać" – pisze z oburzeniem, sam ocierając się przy tym o błąd stylistyczny. Ale w końcu to on tu ustala zasady.

REKLAMA

"Nie potrafisz wprowadzić dialogu, to nie rób tego".
"W pracy nie ma ani jednego poprawnie zapisanego zdania. Co to ma znaczyć?"
"Opowiadanie rozpoczyna się od zwrotów: Pewnego dnia... Pewnego razu... itd."
"Dialogu uczyliśmy się w kl. IV. A ty nie potrafisz go zapisać".
Takimi i innymi poradami raczy krnąbrnego ucznia nauczyciel szóstej klasy, której uczniowie mieli napisać opowiadanie o Pinokiu.
Tyle razy przecież im powtarzał, że wielcy twórcy literatury światowej zaczynali opowiadania od "pewnego razu", "pewnego dnia" lub ewentualnie "za górami, za lasami, za siedmioma dolinami". Taka jest definicja opowiadania.
Muszą być trzy akapity, musi być czas przeszły. I co mają w ogóle znaczyć te literówki: "p" zamiast "d", brak znaków interpunkcyjnych, wielkich liter...
Uczeń niby ma zaświadczenie o jakichś trudnościach w nauce, dysgrafia-srafia, ale za czasów nauczyciela jakoś nie było tych wszystkich dys-nie-wiadomo-czego, a jak uczniom się nie chciało uczyć, to dostawali drewnianą linijką po palcach. I nikt nie narzekał.
Na szczęście może się przynajmniej wyżyć na takich cwaniaczkach, wstawiając im pały i wylewając swoje frustracje czerwonym długopisem na całej stronie sprawdzianu.
Bo skoro i tak niczego się nie nauczą, to niech przynajmniej wiedzą, jakim są rozczarowaniem dla swoich autorytetów.
I niech wreszcie przestaną się nad sobą użalać.
To jest ASZdziennik, ale oceniony sprawdzian dwunastolatka z dysleksją jest, niestety, prawdziwy.