
Przyznajemy, że w ostatnim czasie deweloperzy nie przestają nas zaskakiwać. Od dziesięciometrowych apartamentów, przez wizualizacje z wilkami, aż po – jak się okazuje – poezję przybliżającą sielankę życia w nowym bloku.
REKLAMA
Jesteśmy przekonani, że na tym kreatywność inwestorów na rynku nieruchomości się nie skończy, dlatego cieszymy się każdą chwilą, w której poznajemy ich kolejne nieoczywiste pomysły.
I chcemy, żebyście mogli cieszyć się z nami.
Poniżej zamieszczamy więc pełną treść poematu stworzonego na potrzeby osiedla we Wrocławiu wraz z analizą literacką i interpretacją. Dzieło przywodzące na myśl klasyczne wersy Mickiewicza czy Leśmiana napisane jednak w nurcie postmodernistycznym dostępne jest w odcinkach na stronie dewelopera.
Anonim – *** [Drukarska 56]
05:00
dzień dobry, minęła 5:00,
poranek zapowiada się
słonecznie, najcieplej
jak zwykle we Wrocławiu...
dzień dobry, minęła 5:00,
poranek zapowiada się
słonecznie, najcieplej
jak zwykle we Wrocławiu...
Utwór rozpoczyna się od słów, które podmiot liryczny słyszy w radiu po przebudzeniu. Już pierwsze wersy utworu sugerują, że we Wrocławiu nietrudno o dobrą pogodę i przyjemne ciepło, które oprócz znaczenia dosłownego może być także metaforą pogody ducha i przyjaznego nastawienia innych mieszkańców miasta. Nie wiemy jednak, dlaczego podmiot liryczny wstaje o tak wczesnej porze.
lato – wreszcie,
okno, cichy szum,
miasto, powoli,
przechodnie...
okno, cichy szum,
miasto, powoli,
przechodnie...
Podmiot liryczny wyczekiwał lata i chłonie każdy leniwy moment poranka: miasto powoli budzi się do życia, na ulicach pojawiają się pierwsi przechodnie. Podmiot najprawdopodobniej obserwuje opisane sytuacje z okna swojego mieszkania, jest niejako z boku lub nawet ponad resztą miasta, odizolowany od społeczeństwa i otoczenia. Obserwując ulice i przechodniów, podmiot liryczny jest jak monarcha z lupą skierowaną na mrowisko poddanych, którymi gardzi.
07:00
okulary, smycz, klucze i już, winda, winda, winda,
korytarz... miłego dnia! poranne słońce.
Park Skowroni czy Południowy?
okulary, smycz, klucze i już, winda, winda, winda,
korytarz... miłego dnia! poranne słońce.
Park Skowroni czy Południowy?
nie ciągnij tak, Beniu!
O godzinie siódmej tempo życia podmiotu lirycznego rośnie. Zamiast powolnie przewijających się obrazów, mamy do czynienia z szybkimi ujęciami, pojedynczymi słowami wprowadzającymi poczucie chaosu, pośpiechu, stresu. Nawet uprzejme słowa "miłego dnia!" rzucone prawdopodobnie w stronę dozorcy lub napotkanego po drodze sąsiada są niejako w biegu. Pod koniec strofy podmiot zwraca się do swojego (mamy nadzieję) psa, Benia, którego podekscytowanie pokrywa się z tempem poranka.
09:00
łyk
kawy
lustro –
w porządku.
jak zawsze na styk
z czasem. szybciej będzie
rowerem. winda czy schody?
łyk
kawy
lustro –
w porządku.
jak zawsze na styk
z czasem. szybciej będzie
rowerem. winda czy schody?
Kiedy większość mieszkańców miasta jest już w pracy, podmiot liryczny w pośpiechu wypija kawę i aprobuje swój wygląd w lustrze. Wychodząc z domu, podejmuje trudne decyzje, takie jak środek transportu, którym dostanie się do biura, a także za i przeciw biegnięcia po schodach lub zjechania windą.
11:00
16
wiadomości.
telefon.
briefing.
szybko.
pora lunchu.
16
wiadomości.
telefon.
briefing.
szybko.
pora lunchu.
Gdy zbliża się południe, podmiot mierzy się z mnóstwem nakładających się obowiązków, którymi musi się zająć, zanim nadejdzie czas na przerwę. Użyte przez poetę słowa: "briefing", "telefon", "wiadomości" dają nam do zrozumienia, że podmiot liryczny pracuje w środowisku korporacyjnym, biurowym, gdzie element ludzki spychany jest na margines, a pasje i marzenia umierają pod nieustannie rosnącą górą ASAPów.
bateria.
niski poziom.
zasilacz...
w domu.
skoczę
to tylko
5 minut.
niski poziom.
zasilacz...
w domu.
skoczę
to tylko
5 minut.
Podmiot liryczny, przyzwyczajony do uogólnionych zaburzeń lękowych, które definiuje jako stres, uświadamia sobie, że w ferworze pilnych rozmów telefonicznych i pracy przy komputerze rozładowała mu się bateria. Nie wiemy na pewno, czy chodzi o smartfona, czy o laptop, jednak decyzja podmiotu o "skoczeniu do domu po zasilacz" sugeruje, że chodzi o akumulator komputera. Bo gdyby to był telefon, to przecież powiedziałby normalnie, że ładowarka, a nie jakiś zasilacz.
rondo.
aleja.
ulica.
aleja.
ulica.
po drodze kawa.
podwójna.
Podmiotowi lirycznemu bardzo się spieszy, zwraca uwagę na każdą mijaną ulicę, jakby odliczał przecznice do swojego mieszkania. Przestaje jednak mu się spieszyć, kiedy wpada na pomysł kupna kawy na wynos. Krótkie określenie: "podwójna" pokazuje fizyczne wyczerpanie podmiotu lirycznego, choć nie minęło jeszcze południe, oraz potrzebę zastrzyku energetycznego na resztę dnia.
13:00
przerwa, chwila wytchnienia,
dziennik sportowy, tabela,
wyniki – liga angielska...
o, widzę panią M.!
co tym razem?
portfel, telefon
czy zasilacz?
tylko się
uśmie-
cha...
co tym razem?
portfel, telefon
czy zasilacz?
tylko się
uśmie-
cha...
Podmiot liryczny nareszcie może odetchnąć, czytając wyniki sportowe w gazecie (papierowej czy on-line? Możliwy dualizm medialny podmiotu, literacki motyw metaverse). Akcja utworu znów zwalnia w analogii do poranka. Tym razem jednak podmiot liryczny jest nie tylko obserwatorem, ale i uczestnikiem opisywanych wydarzeń. Jest zarazem częścią tłumu, jak i jego przeciwstawnością. W pewnym momencie zauważa znajomą kobietę ("panią M."), którą zdaje się obserwować już od dłuższego czasu ("co tym razem?"). Pani M. zdaje się być roztrzepana, urocza, magnetyczna w swojej inności – swoista manic pixie dream girl dla podmiotu lirycznego.
15:00
na czele Liverpool
99 punktów
bramki 85–33
drugi w tabeli
Manchester United
nie, City...
na czele Liverpool
99 punktów
bramki 85–33
drugi w tabeli
Manchester United
nie, City...
L., chodź!
obiad!
obiad!
O godzinie 15:00 podmiot zdaje się nie być zdolny do dalszej pracy, wciąż śledząc wyniki wspomnianej wcześniej ligi angielskiej. Oderwany od rzeczywistości przenosi się myślami do czasów, kiedy godzina 15:00 oznaczała, że ziemniaki się już ugotowały i trzeba skoczyć do domu na obiad. Mamy do czynienia z retrospekcją, w której matka podmiotu lirycznego woła go na obiad. Podmiot liryczny wypełnia uczucie nostalgii.
17:00
koniec dnia?
dopiero początek!
koncert jazzowy,
wino z przyjaciółmi,
zamówię taksówkę.
koniec dnia?
dopiero początek!
koncert jazzowy,
wino z przyjaciółmi,
zamówię taksówkę.
tak, za 20 minut...
Drukarska 56.
Drukarska 56.
Sens życia podmiotu lirycznego wraca, kiedy o 17:00 kończy on swoją wycieńczającą pracę w biurze. Jego popołudniowe plany są potwierdzeniem założenia, iż mamy do czynienia z przedstawicielem przynajmniej wyższej klasy średniej, miłośnikiem kultury i sztuki, koneserem dobrego wina, który nie musi zastanawiać się nad każdą wydawaną kwotą. Zamawia więc taksówkę, która ma go zawieźć do... domu? Albo na ten koncert? Bo dopiero skończył pracę... chyba że jego biuro jest w tym samym budynku, co mieszkanie... ale przecież po zasilacz szedł pięć minut...
19:00
popołudniowa kawa.
dobra książka, fotel?
może jednak balkon.
chyba będę słyszeć
dzwonek do drzwi
jak już przyjdą ...
W strofie o wydarzeniach godziny 19:00 mamy do czynienia z nierzadko spotykanym zabiegiem poetyckim, w którym zmienia się podmiot liryczny. Jest to swego rodzaju literacka vignette, w której jak przez dziurkę od klucza zaglądamy na moment do życia sąsiadki wcześniejszego podmiotu lirycznego. Kobieta podejmuje wątpliwe decyzje życiowe, spożywając kofeinę o 19:00. Spodziewa się też gości, jednak przed ich wizytą zamierza zrelaksować się na balkonie posiadłości przy Drukarskiej.
21:00
korkociąg
gdzie on jest?
szuflada.
jedna.
druga.
trzecia...
korkociąg
gdzie on jest?
szuflada.
jedna.
druga.
trzecia...
pożyczę
od sąsiadki.
od sąsiadki.
dzwonek
powinna być,
widziałem ją
przed chwilą
na balkonie.
widziałem ją
przed chwilą
na balkonie.
W kolejnych wersach rolę podmiotu lirycznego przejmuje kolejny mieszkaniec budynku lub osoba z pierwszych strof poematu, która planowała wino ze znajomymi. Podmiot szykuje się do wyjścia w odwiedziny do kobiety, której nie straszna jest bezsenność ("widziałem ją / przed chwilą / na balkonie"). Poeta pośrednio przekazuje nam, że społeczność sąsiedzką w budynku łączą nie tylko więzy administracyjne, ale też szczera sympatia.
23:00
rozbawione głosy, znajome twarze, ktoś macha do mnie
zza szyby – to chyba P.
rozbawione głosy, znajome twarze, ktoś macha do mnie
zza szyby – to chyba P.
no cześć! – może wstąpię? na moment.
Tym razem podmiotem lirycznym jest znajomy lub znajoma uczestników sąsiedzkiej prywatki. Podmiot zdaje się spacerować samotnie ulicą, z której zauważa "znajome twarze" i postanawia dołączyć do imprezy, na którą nie został wcześniej zaproszony.
01:00
schody, drzwi, światło, korytarz – tor
przeszkód, ślady popołudniowego
wyścigu z czasem – zajmę się
tym jutro, zanim reszta
wstanie. to był udany
wieczór.
schody, drzwi, światło, korytarz – tor
przeszkód, ślady popołudniowego
wyścigu z czasem – zajmę się
tym jutro, zanim reszta
wstanie. to był udany
wieczór.
Kimkolwiek jest podmiot liryczny w tej strofie, zdaje się być pod wpływem środków odurzających. Znów mamy do czynienia z poszczególnymi urywkami, klatkami rzeczywistości, co może odzwierciedlać percepcję po spożyciu alkoholu, zwłaszcza że zwykłe elementy mieszkania przedstawione są jako "tor przeszkód", co może świadczyć o zaburzeniach równowagi. Podmiot liryczny zamiesza posprzątać nazajutrz, "zanim reszta wstanie" – nie wiemy jednak, czy mowa o członkach rodziny, którzy nie brali udziału w prywatce, z której wrócił podmiot, czy też o pozostałych uczestnikach imprezy, którzy stracili przytomność, zanim udało im się wrócić do swoich mieszkań.
03:00
nowi sąsiedzi.
parapetówka.
domowe ciasto.
prosecco.
rozmowy i żarty
– te same,
wciąż bawią.
nowi sąsiedzi.
parapetówka.
domowe ciasto.
prosecco.
rozmowy i żarty
– te same,
wciąż bawią.
widok na nasz
kawałek miasta.
kawałek miasta.
O trzeciej w nocy zbiorowy podmiot liryczny (co sugeruje określenie "nasz") wciąż nie śpi. Tym razem podmiotem są nowi mieszkańcy budynku, którzy świętują przeprowadzkę na parapetówce. A może ich sąsiedzi, którzy zostali na nią zaproszeni. Albo... i jedni, i drudzy? Tak czy siak, w pewnym sensie mieszkają razem i chyba czują się, jakby rządzili miastem niczym Mufasa pokazujący Simbie swoje królestwo. Rzucają stare żarty, bo o trzeciej nad ranem brakuje im już innych tematów, i patrzą z góry "na ich kawałek miasta", tak jak w pierwszej strofie podmiot patrzył na leniwych przechodniów. Klamra kompozycyjna. Koniec.
To jest ASZdziennik. Poemat dewelopera nie został zmyślony.
