
Pan Marek z USA prowadzi szeroko zakrojoną działalność w internecie. Posiada własny prężny portal, na którym pozwala użytkownikom zakładać indywidualne profile do autopromocji lub kontaktów z potencjalnymi odbiorcami. Ustalił też regulamin korzystania z tego portalu i w przypadku naruszeń sukcesywnie usuwał szkodliwe profile. To jednak nie spodobało się niektórym użytkownikom, którzy najwyraźniej uznali, że regulamin firmy ich nie dotyczy.
REKLAMA
Pan Marek był bardzo zaskoczony, że jego polscy klienci - którzy, rejestrując się na portalu, akceptowali warunki użytkowania - nie rozumieją zasad działania wolnego rynku i próbują wdrażać swoją prywatną politykę na terenie jego działalności.
Gdy usunął profil, który głosił bardzo szkodlliwe treści, i narażał na niebiezpieczeństwo innych użytkowników - podniosło się larum na temat wolności słowa.
- To tak jakby ktoś wszedł z lodem w ręku do sklepu, w którym jest zakaz wchodzenia z jedzeniem, obsmarował nim wszystkie półki, a później miał pretensje do sprzedawców, że go wyrzucili, bo przecież on po ulicy może chodzić z lodami - komentuje Customer Service Manager firmy.
Pan Marek nie ma zamiaru tłumaczyć się ze swoich decyzji i liczy na to, że postępowe polskie społeczeństwo walczące o wolność przedsiębiorców zrozumie, że to nie do nich należy decyzja na temat wewnętrznych regulaminów jego firmy.
To jest ASZdziennik i wiecie, że to akurat jest prawda.
