Fot. 123rf.com

- Wiem, że nie jestem sam. Będę kamyczkiem, który ruszy lawinę - mówi nam Paweł, który podejrzewa, że jest prześladowany przez współpracownika. Sprawca w każdym mailu zwraca się do niego per "Pawle", jakby żyli na kartach jakiejś XlX-wiecznej powieści gotyckiej.

REKLAMA
- Nie wiem, co jest z nim nie tak - wzdryga się Paweł. - Widujemy się czasem w kuchni i wydaje się normalny. Ale wystarczy otworzyć pocztę...
Paweł twierdzi, że forma terroru stosowana przez jego współpracownika jest niezwykle wysublimowana.
To z pozoru niewinne maile o treści "potrzebuję od Ciebie prezentacji na czwartek, dasz radę? Dzięki!" albo "w kuchni zostawiłem pół pizzy, może się skusisz?".
I maile te brzmiałyby niewinnie, gdyby nie były podszyte złem. Czyli tym "Pawle" w powitaniu.
- Chory poj*b, boję się go - mówi bez ogródek Patrycja, która kilka razy dziennie zastraszana jest formą "Patrycjo", jakby żyła w Soplicowie i parała się doborem kandelabrów do koloru firan, a nie tkwiła w Olsztynie w normalnej pętli dom-praca-zakupy.
Dokładnie nie wiadomo, ile ofiar ma na koncie sprawca i ile niepokoju zasieje jeszcze w życiach swoich współpracowników. Atmosfera w biurze jest nerwowa, bo lada dzień mogą pojawić się życzenia świąteczne zaczynające się od "Katarzyno", "Mirosławie", "Jakubie" czy "Zofio".
Podobno w ostatnim dniu swojej pracy mężczyzna ma napisać pożegnalnego maila i wysłać do wszystkich swój prywatny adres poczty i numer telefonu, gdyby ktoś chciał utrzymać kontakt. Nie, dzięki. Stronimy od wykolejeńców.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.