
Dręczyły go wyrzuty sumienia i czuł, że musi to zrobić. 38-letni Jacek, który rozsiewał teorie spiskowe w mediach społecznościowych, okazał skruchę. Podczas seansu spirytystycznego przeprosił swoją mamę za to, że zniechęcił ją do szczepienia.
REKLAMA
- Mama się długo wahała, więc pokazałem jej kilka filmów z YouTube'a o tym, jak bardzo groźne NOP-y mogą wystąpić po Pfizerze - tłumaczy się Jacek, ocierając łzę. - Miała do mnie bardzo duże zaufanie, więc udało mi się ją przekonać, że skoro jest ryzyko, to musi być wybór.
Teraz sytuacja życiowa Jacka nieco się zmieniła. Przekonał się, że może powinien był zaufać medycynie i lekarzom, a nie komuś podpisującemu się na Twitterze jako "Andrzej58954 #WŁĄCZMYŚLENIE #PLANDEMIA". I może nie powinien odwiedzać jej miesiąc temu i prosić o trochę rosołku, by pozbyć się tego uciążliwego kaszlu.
- Powiedziałem mamie, że trochę głupio wyszło - mówi Jacek, który na prośbę uprzejmiej medium, pani Kasandry, założył podczas seansu spirytystycznego maseczkę i zdezynfekował dłonie żelem antybakteryjnym zanim dotknął planszy ouija.
Jacek przyznał też, że mógł znaleźć lepsze tematy do ostatniej rozmowy z mamą: inne niż ograniczanie jego swobód przez antypolskich polityków i chwalenie niezłomnych posłów Konfederacji za walkę z kagańcami.
Jacek nie mógł jednak się powstrzymać i w ostatnich słowach wysłał jej literka po literce wiadomość "STOP SEGREGACJI SANITARNEJ". Na tym musiał skończyć seans, bo ktoś zadzwonił ze szpitala. Może w sprawie babci i dziadka.
To jest ASZdziennik, ale to może być prawda.
