
23-letni Marek z Wrocławia od dawna czuł, że jego życie jest pasmem niekończących się niepowodzeń. Nie zdziwiło go więc, gdy jego weekendowe plany zostały zaskarbione przez nieznoszącą sprzeciwu rodzinę.
REKLAMA
Marek nigdy nie należał do osób, które głośno bronią swoich racji. Już w dzieciństwie nauczył się, że czasami lepiej jest siedzieć cicho, niż swoimi uwagami jeszcze dorzucać do pieca rozemocjonowanej pięcioosobowej rodziny.
Kiedy podjął decyzję o spędzeniu długiego weekendu u rodziców w Krotoszynie, miał tylko jedno małe marzenie: skorzystać ze zmiany czasu na zimowy i w nocy z soboty na niedzielę pospać sobie godzinę dłużej.
Jego naiwne iluzje pękły jednak jak bańka mydlana, kiedy ojciec Marka ogłosił rodzinny wyjazd na cmentarz z samego rana w niedzielę.
– Próbowałem być asertywny i spytałem, czy moglibyśmy pojechać trochę później, może po południu albo nawet pod wieczór – wyznaje Marek. – Pomyślałem, że w sumie miło byłoby spacerować rozświetlonymi zniczami alejkami po zmroku. Tata powiedział, żebym nie wymyślał.
Zapytaliśmy Marka, czy nie mógłby sam odwiedzić cmentarza o bardziej dogodnej dla siebie porze.
– Nie mam prawa jazdy, a rodzice mieszkają za miastem, więc ktoś i tak musiałby mnie tam zawieźć. Ale to nic, wstanę wcześnie i przynajmniej nie stracę czasu na wylegiwanie się bez sensu. No i mama będzie zadowolona, że robimy coś razem, całą rodziną. To w sumie dobry pomysł.
Choć niedziela jeszcze nie nadeszła, Marek już myśli o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia, które również spędzi z rodzicami i rodzeństwem w Krotoszynie. Wtedy też na pewno będzie miło.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
