Fot. 123rf.com/Fot. 2020 Twentieth Century Fox Film Corporation. All Rights Reserved

- To był mój pierwszy raz w kinie od bardzo dawna, ale poszło naprawdę OK. Chociaż ​nadal nie wiem, gdzie pauzuje się film, kiedy trzeba wyjść do łazienki - mówi nam Darek, fan serwisów streamingowych, który wybrał się do kina po niemal dwuletniej przerwie.

REKLAMA
Zapytaliśmy Darka o jego wrażenia z tej niezwykłej wycieczki.
- Tam było z 80 razy więcej ludzi, niż gdy oglądam filmy sam w domu! - mówi z wypiekami na twarzy Darek chwilę po wyjściu z sali. - Po filmie zawołałem wszystkich do wspólnego selfie, ale tylko dziwnie się popatrzyli i wyszli. Może następnym razem!
Darek od niemal dwóch lat oglądał filmy tylko w domu. Dlatego przygotowania do wizyty w prawdziwej sali kinowej potraktował bardzo poważnie.
Advertisement
- Wziąłem kocyk, poduszkę i router WiFi, bo tak teraz ogląda się filmy, co nie? Przez godzinę scrollowałem repertuar, aż w końcu wróciłem do filmu, który i tak chciałem obejrzeć. "King’s Man: Pierwsza misja" - opowiada Darek.
Darek wybrał się do kina, by zobaczyć najnowszą część przygód agentów ze swojej ulubionej tajnej organizacji. "King’s Man: Pierwsza misja" to historia z czasów I wojny światowej. Mężczyzna chciał dowiedzieć się, jak powstali Kingsmani, i jak próbowali udaremnić diaboliczny plan szaleńca, który chciał podpalić świat.
- Wiedziałem, że Ralph Fiennes gwarantuje doskonały występ. Natomiast autoironiczny Rhys Ifans właściwie zahipnotyzował mnie swoją postacią bożego pomazańca. Najlepszy Rasputin, jakiego widziałem! - chwali Darek. - Nic nie było tu dziełem przypadku. Nawet moje domowe wygodne kapcie i dresy, bez których nie wyobrażam już sobie oglądania filmów.
Podczas seansu okazało się, że twórcy Kingsmanów znowu przełamali schematy znane z filmów szpiegowskich i bawili się nimi na swój własny, nieprzewidywalny sposób. Darek był zachwycony od pierwszej sceny aż po finał.
I wszystko byłoby super, gdyby nie jedna rzecz, która bardzo zmartwiła Darka.
- Film sam w sobie super, ale kiedy chciałem wyjść do toalety, nigdzie nie mogłem znaleźć pilota. Wciągnąłem się w akcję i nie chciałem przegapić ani sekundy. A kiedy spytałem o pilota innych widzów, czy może nie wpadł im gdzieś między siedzenia, kazali mi się uspokoić i nie przeszkadzać - tłumaczy.
Darek chciał również wyskoczyć na chwilę do swojego domu: do kuchni, bo przypomniało mu się, że zrobił kanapki na seans, ale zapomniał ich zabrać ze sobą. Niestety, filmu nie dało się wyłączyć ani na chwilę. Nikt nie był też zbyt chętny by zgodzić się, by opowiedzieć Darkowi co działo się w filmie, gdyby jednak wyszedł na chwilę.
- Dziwne, bo w domu nikt nie ma z tym problemu. Ale co jeszcze dziwniejsze, gdy wracałem na salę, nie miałem pewności, czy nie puszczono już kolejnej części tego cyklu - dodaje.
Wszystko przez niesamowity rozwój akcji w filmie.
Mężczyzna zauważył, że chociaż aktorzy byli ci sami, to z filmu szpiegowskiego obraz nagle zmienił się w komedię, a później w dramat wojenny, a całość przypominała bardziej picie wielosmakowego koktajlu. W trakcie jazdy kolejką górską. Pod ostrzałem z karabinów maszynowych.
Podsumowując Darek poleca "King’s Mana: Pierwszą misję" oraz instytucję kina jako taką.
- Do końca seansu nie doprosiłem się, by cofnięto sceny, które chciałem obejrzeć jeszcze raz. Mimo to całość naprawdę fajnie się ogląda, no i muszę przyznać, że ekran mają tu trochę większy od tego w mojej kawalerce - chwali.
To jest ASZdziennik dla filmu "King’s Man: Pierwsza misja". W kinach od 5 stycznia. Sprawdź najbliższy seans w Twoim kinie.